Kendall chowa telefon do kieszeni.
-Dlaczego to zrobiłeś?
-Nie mów, że nie chcesz z nim pogadać
bo jest inaczej. Widzę to.-Kiwam przecząco głową. To niemożliwe.
Wstaję. Chwytam gitarę i ruszam przed siebie. Nie udaje mi się
daleko zajść bo chłopak łapie mnie za rękę.
-On zaraz tu przyjdzie.
-To mnie tu nie zastanie.-Próbuję
zabrać jego rękę.
-Nigdzie nie idziesz.
-Co ci tak zależy?
-Chcę, żeby mój przyjaciel w końcu
był szczęśliwy.
-I myślisz, że ćpunka będzie jego
szczęściem?
-Nie. Uważam, że Melody będzie jego
szczęściem.
-Już dawno nią nie jestem. Puść
mnie-staram się wyrwać.
-Porozmawiaj z nim.
-Po co? Nie widzisz, że to nie ma
sensu? Moje życie?
-Masz szansę na szczęście. Nie strać
jej.
-Jakie szczęście? Nie wiem czy
zauważyłeś, ale jestem ćpunką. Nie ma dla mnie szczęścia.
-Wierzysz stereotypom.
-Wierzę swojemu sercu. Puszczaj.-Dalej
próbuję się wyrwać. Nie udaję mi się.
-Jesteś pewna, że to serce?-Patrzę
mu prosto w oczy. Ma racje. Chcę zostać tu z Carlos'em, ale
cholernie się boję. Daję za wygraną.
Nie wiem jak długo się kłóciliśmy,
ale chyba długo bo właśnie dochodzi do nas Carlos. Przytula mnie.
-Bałem się, że znów cię
straciłem-szepcze mi do ucha. Odsuwam się od niego. Nie chcę, ale
czuję, że muszę.
-Nie rób mi tego. Błagam-łza leci po
jego policzku. Jak ja za nim tęskniłam. Cofam się do tyłu.
-To jest to czego chcesz?-Pyta mnie
blondyn.
-Nie, ale muszę.
-Melody...proszę..-patrzy na mnie
brunet błyszczącymi oczami. Nie wiem co robić. Patrzę na
blondyna. Teraz na Carlos'a. „Cholera. Szukałaś go, tęskniłaś.
On na ciebie czekał” mówię sama sobie.
-Tęskniłam-mówię i wtulam się w
chłopaka. On delikatnie się uśmiecha i oplata mnie swoimi
ramionami.
-Dziękuje.-Nie odzywam się. Zaczynam
płakać.
-Nie płacz...proszę.-Słyszę jego
szept tuż przy uchu. Nie pomaga. Łzy spływają po moich
policzkach.
-Jedźmy może do nas. Pogadacie sobie
na spokojnie.-Mówi Kendall.
-Jasne-odpowiada Carlos.-Gdzie
mieszkasz? Pojedziemy po twoje rzeczy.
-Mieszkam w hotelu „Sunny”. Nie mam
po co iść. Wszystko co mam to gitara.-Delikatnie mnie od siebie
odsuwa. Przygląda mi się. Czuję się dziwnie, więc spuszczam
wzrok. Carlos splata nasze palce. Jego uścisk jest pewniejszy niż
za pierwszym razem. Rusza w stronę auta. Mimowolnie idę za nim.
Kątem oka widzę jak Kendall idzie za nami. Odwracam się.
-I co się głupio cieszysz?-Pytam.
-Nie ważne.-Uśmiecha się jeszcze
szerzej i nas wyprzedza. Kręcę głową z dezaprobatą.
-Właśnie, że ważne.
-Cieszę się waszym szczęściem. Tak
po prostu.-Wzdycham. Czy to można nazwać szczęściem? Mam Carlos'a
teraz, a co będzie jutro? Patrzę na niego. Uśmiecha się.
Odwzajemniam. Teraz mam Carlos'a. To jest najważniejsze. Nic więcej
się nie liczy.
*godzina później*
Biorę prysznic. Carlos dał
mi jedną ze swoich bluzek i spodnie od dresu. Wychodzę z kabiny i
zaczynam się ubierać. Patrzę w lustro. „Gdzie jest Melody?”
pytam samą siebie. Słyszę pukanie.
-Wszystko w porządku?-To
Carlito.
-Tak, już wychodzę.-Spinam
włosy i otwieram drzwi łazienki. Stoi tam. Dosłownie przede mną.
Delikatnie się uśmiecham.
-To...-nie wiem od czego
zacząć.
-Tak?-Znów się uśmiecha.
-Chyba...znaczy...Boże co
za kretynka.
-Gdzie?
-Przed tobą, debilu.
-Na prawdę jej nie widzę.
-A kogo widzisz?-Pytam
zaciekawiona co ma do powiedzenia.
-Moją Melody-odpowiada.
Smutno się uśmiecham. Melody już nie ma. Siadam na łóżku. On
robi to samo. Cały czas mi się przygląda. Podnoszę wzrok.
-Dlaczego tak na mnie
patrzysz?-Mel..Ja...Trudno mi o tym mówić.-Wzdycha. Jest bardzo zdenerwowany.-Ja. Od zawsze...myślałem o tobie jako o kimś więcej.
-Co? Ja...Carlos?
-Boże...Kocham cię. Zakochałem się. Nawet nie pamiętam kiedy-chwyta moją dłoń, a ja spuszczam wzrok. Po chwili chłopak łapie mnie za podbródek tak bym na niego spojrzała. Niechętnie patrzę w jego oczy. Nie mam pojęcia co powiedzieć. Nie wiem czy czuję to samo. Chłopak zbliża się do mnie niepewnie. Panikuję. Carlos to zauważa, więc przestaje.
-Przepraszam. Rozumiem, że ty nie...
-To nie tak!
-Więc...ty mnie kochasz czy...?
-Ja...nie wiem, Carlos. Ja...przepraszam.-Mówię i wychodzę z pokoju. Kieruję się w stronę ogrodu. Przechodzę przez szklane drzwi i znajduję się wśród zieleni. Zauważam Kendall'a, który leży na hamaku. Zatrzymuję się. Nie chcę mu przeszkadzać. Zaczynam się wycofywać.
-Hej-to Kendall. Odwracam się.
-Hej-podchodzę do niego.-Nie przeszkadzam?
-No coś ty! Coś się stało?
-Nie...czemu?-Spuszczam wzrok.
-Jakaś smutna jesteś. Gdzie Carlos?-Lekko się wzdrygam, a blondyn to zauważa.-Pokłóciliście się?-Chłopak siada i klepie miejsce koło siebie. Siadam tam. Spoglądam w niebo. Przymykam oczy.
-Powiedział, że...
-...cię kocha?-Patrzę na niego zdziwiona. On wie?
-Myślisz, że tego nie widziałem? Cały czas o tobie gadał, a raz nawet nam to wprost powiedział.-Spuszczam wzrok.-A ty?
-Co ja?-Pytam szeptem.
-Kochasz go?
-Nie wiem. Nigdy o tym...o nim tak nie myślałam.
-Rozumiem-kiwa głową ze zrozumieniem. Widzę, że pod drzewem leży gitara.
-Twoja?-Pytam i wskazuję ręką na instrument.
-Tak. Może pójdziesz po swoją i pogramy?
-Jasne!-Uśmiecham się lekko i ruszam po moją własność. Dochodzę do pokoju i biorę gitarę. Ponownie ruszam w stronę wyjścia na dwór. Siadam koło chłopaka i patrzę na niego wyczekująco.
-To...
-Może zagramy "Give Me Love" Ed'a Sheeran'a?-Kiwam głową na tak. Po chwili zaczynamy grać, a blondyn jeszcze śpiewać.
-Zaśpiewaj ze mną.-Zaczynam nieśmiało. Chłopak przenosi wzrok z instrumentu na mnie. Przerywam pewna, że zrobiłam coś źle.
-Czemu przerwałaś?-Nie odpowiadam.-Masz anielski głos. Chłopaki!
-Zamknij się-mówię.
-Co? Dlaczego?-Patrzy na mnie nic nie rozumiejąc.
-Co się dzieje?-Pyta Logan, który wchodzi do ogrodu razem z jakimś brunetem. Posyłam blondynowi ostrzegawcze spojrzenie.
-Nie. Jednak nic.-Posyła im uśmiech, po czym znów przenosi wzrok na mnie.
-Dzięki-szepczę.
-A my się chyba jeszcze nie poznaliśmy-podchodzi do nas tajemniczy (dla mnie) brunet.
-Jestem Sabine-podaję mu rękę, którą ściska.
-A nie Melody?-Nie wiem co powiedzieć.
-No...w sumie też.
-Ale...co?-Dziwnie na mnie patrzy.
-Co za debil...-mówi Logan. Cicho się śmieję i kątem oka widzę jak James przewraca oczami.
-Nie chcę być niemiły, ale może byście...nie wiem...Poszli stąd?-Kendall spogląda wyczekująco na chłopaków.
-Jak nam powiesz po co nas wołałeś-odzywa się...Carlos, który właśnie do nas dochodzi. Nie patrzę na niego, bo wiem, że on właśnie mi się przygląda.
-To...-zaczynam.-Gramy dalej?-Zwracam się do blondyna.
-W sumie...możemy. Ale przy nich?
-Oni tu są-mówi James.
-Jasne...ale. Wiesz. No.
-Rozumiem-uśmiecha się do mnie.-Ja śpiewam.
-Dzięki-szepczę i łapie za gitarę. Zaczynamy grać wcześniej przerwaną piosenkę. Wszyscy uważnie mi się przyglądają, a Kendall zaczyna śpiewać. Chłopaki siadają na trawie. Nie wiem co mnie podkusiło, ale dołączam do blondyna. Chłopak na mnie zerka, najwyraźniej zaskoczony. Śpiewam coraz pewniej, ale głowę cały czas mam spuszczoną. Nie widzę reakcji Carlosa, ani jego przyjaciół i nie śpieszy mi się z zapoznaniem z sytuacją. Piosenka się kończy, a ja wreszcie podnoszę wzrok.
-Ostatni raz słuchałem jak śpiewasz jakieś 5 lat temu-odzywa się Carlito. Patrzę na niego.
-Mogę powiedzieć to samo.-Uśmiecha się do mnie.
-To co chłopaki? Śpiewamy?
___________________________________________________
I JEST! 5 rozdział ha! Właśnie skończyłam go przepisywać. Dziękujemy za wszystkie komentarze. Mamy nadzieje, że się wam spodobał. Do 6!
"Co za debil..." GENIUSZE xd
OdpowiedzUsuńDziękuję za piosenkę w tle, kocham ją - kocham Coldplay. Opowiadanie też pokochałam. Dlaczego mam wrażenie, że między Sabine a Kendallem coś iskrzy? Podoba mi się ten rozdział. Niecierpliwie czekam na szóstkę!
OdpowiedzUsuńJuż rozdział V, ale nadrobię, obiecuję :) Pozdrawiam serdecznie i zapraszam http://big-time-rush-ciri.blog.onet.pl/ Ciri
OdpowiedzUsuńJames jaki zajarany xD
OdpowiedzUsuńi znów zwrot akcji. Myślałam, że mu powie, że też go kocha tak so so so hard i będzie love story i małe Carloski i Sabinki, a tu proszę, ucieka mu sprzed nosa. :D