Leżę na łóżku w
pokoju gościnnym, który obecnie jest moim pokojem. W głowię cały czas słyszę
głos Carlos'a. Kocham kiedy śpiewa. Brakowało mi tego przez ostatnie lata. On gra w zespole. Gdybym
wiedziała, że wystarczy się rozejrzeć, by poznać odpowiedzi na większość
nurtujących mnie pytań, wszystko byłoby łatwiejsze. W mojej głowie nadal tkwiło
jedno pytanie: Dlaczego nic mi nie powiedział? Dlaczego nie poinformował mnie o
swoim wyjeździe? Sprawdzam
na zegarku, która godzina. 8:47. Chłopacy powinni już być na nogach. Wychodzę
po cichu z pokoju. Na korytarzu zastaję Carlos'a.
-Dzień dobry.
Wyspałaś się?- Brunet uśmiecha się do mnie.
-Tak. Chciałam z
tobą pogadać.-Mówię.
-Obawiam się, że teraz nie zdążymy. Razem z chłopakami musimy jechać do studia. Chyba, że masz ochotę pojechać z nami?
-Z chęcią, ale co ja tam będę robić?
-Spędzać miło czas w naszym towarzystwie i może napiszesz z nami piosenkę, hę?
-Ok
-Obawiam się, że teraz nie zdążymy. Razem z chłopakami musimy jechać do studia. Chyba, że masz ochotę pojechać z nami?
-Z chęcią, ale co ja tam będę robić?
-Spędzać miło czas w naszym towarzystwie i może napiszesz z nami piosenkę, hę?
-Ok
W
towarzystwie chłopaka schodzę na dół.
……………………………………………………….
Rozglądam
się po plaży. Słońce przyjemnie grzeje, na
chwilę zapominam o ogarniającym mnie zmęczeniu. Skoro samo siedzenie na fotelu
jest takie męczące, jak muszą czuć się przyjaciele Carlosa, gdy muszą w tym
czasie pracować? Samo słuchanie było bardzo przyjemne. Ich piosenki wpadają w ucho, a głosy przyciągają. Fajnie było ponownie usłyszeć głos Carlosa. Wraz z tą myślą przenoszę na niego wzrok. Przygląda mi się.
-Co taka zamyślona?- Pyta mnie.
-Nie, nic-mówię i kiwam głową przecząco.
-Nie, nic-mówię i kiwam głową przecząco.
Przyglądam się
słońcu, które pomału znika za horyzontem.
-Chciałaś
o czymś porozmawiać..- Ponownie zagaduje.
-Co?- Pytam
zdezorientowana.
-Rano mówiłaś,
że chcesz pogadać.
-ohh..-
Zaczynam rozumieć. Wzdycham.
Obejmuję
nogi ramionami i wpatruję się w błękit oceanu.
-Mówiłeś,
że musiałeś wyjechać, rozumiem.. tylko.. Dlaczego mi o tym nie powiedziałeś,
tylko zniknąłeś tak z dnia na dzień?
Chyba się
popłaczę. Zerkam na niego. Ma spuszczoną głowę i rysuje coś na piasku. Nic nie mówi, co po chwili
zaczyna mnie denerwować.
-Nie
odpowiesz?
-Nie wiem jak, Melody-
mówi szeptem.
Coś
ściska mnie w żołądku. Unoszę wzrok na ściemniające się niebo i próbuję nie dać
wypłynąć łzom, które cisną się do moich oczu.
-Musiał
być jakiś powód..- Odpowiadam tym samym tonem. -Chyba, że....miałeś mnie po prostu dość..- Dodaję i
wycieram łzę, która mi umknęła.
Chłopak przytula
mnie.
-Kocham cię, a
ty mi mówisz, że miałem cię dość?
-Tak.-
Patrzę na niego.
-Nigdy tak nie
mów, słyszysz? Wiele dla mnie znaczysz.
-To
dlaczego mnie zostawiłeś bez żadnej wiadomości? Dlaczego tak po prostu
wyjechałeś?
Puszcza mnie ze
swoich objęć i przeciera twarz ręką. Prostuję nogi i przenoszę wzrok na ocean.
-Czyli się nie
dowiem?
-Dowiesz,
ale...nie teraz. To nie jest takie proste...
Pozostawiam
jego wypowiedź bez słowa. Wstaję.
Mam ochotę coś wziąć. Chłopak uważnie mnie obserwuje.
-Jest tu gdzieś
w pobliżu jakiś klub?- Nie patrzę na niego.
-Czemu pytasz?- Wstaje i on.
-Jest czy nie?- Pytam głośniej.
-Nie puszczę cię tam.
-Nie masz nic do gadki.
-Martwię się, rozumiesz?
-To ty nic nie rozumiesz.-Mówię i idę dołączyć do reszty chłopaków.
-Czekaj-łapie mnie za nadgarstek.-O czym ty mówisz?- W jego oczach dostrzegam troskę.
-Czemu pytasz?- Wstaje i on.
-Jest czy nie?- Pytam głośniej.
-Nie puszczę cię tam.
-Nie masz nic do gadki.
-Martwię się, rozumiesz?
-To ty nic nie rozumiesz.-Mówię i idę dołączyć do reszty chłopaków.
-Czekaj-łapie mnie za nadgarstek.-O czym ty mówisz?- W jego oczach dostrzegam troskę.
Spuszczam
wzrok.
-O niczym.- Wyrywam się.
-Czekaj, Mel. Jestem twoim przyjacielem czy nie?
-Niestety tak-mówię do siebie z nadzieją, że nie usłyszał.
-Jak to niestety?
-O niczym.- Wyrywam się.
-Czekaj, Mel. Jestem twoim przyjacielem czy nie?
-Niestety tak-mówię do siebie z nadzieją, że nie usłyszał.
-Jak to niestety?
A
jednak. Patrzę mu prosto w
oczy. Czy widzi moją miłość do niego? Zbliżam
się do niego. Przygląda
mi się z uwagą.
Jestem coraz
bliżej jego ust. Brakuje niewiele.
-Dołączycie w końcu do nas?!- Słyszę krzyk Kendall'a. Odwracam głowę w tamtą stronę. Cofam się.
-Dołączycie w końcu do nas?!- Słyszę krzyk Kendall'a. Odwracam głowę w tamtą stronę. Cofam się.
-Idziemy
już-mówię z uśmiechem. Ruszam do nich, nie patrzę na Carlos'a. Słyszę tylko jak kieruje się
za mną. Boję się odwrócić do
niego. Boję się cokolwiek powiedzieć. Boję się jego reakcji. Siadam między Logan'em, a James'em.
-Jest tu gdzieś
niedaleko klub?- Pytam.
-Jest.
na końcu tej alejki.- Mówi
James i wskazuje mi drogę. Przygląda mi się.- Dlaczego pytasz?
-Może byśmy tam
poszli?
-W
sumie.. to nie jest taki zły pomysł.- Logan
kiwa głową.
-Melody..
proszę- mówi szeptem Carlos. Udaję, że nie słyszę.
-A wy?- Zwracam się do reszty.
-Z chęcią-mówi Kendall, który od kilku minut odbija piłkę siatkową.
-Ja muszę odmówić-rezygnuje James.
-A wy?- Zwracam się do reszty.
-Z chęcią-mówi Kendall, który od kilku minut odbija piłkę siatkową.
-Ja muszę odmówić-rezygnuje James.
-Carlos?-
Logan zwraca się do latynosa.
-Idę-mówi i
patrzy mi w oczy.
-Świetnie-uśmiecham
się do wszystkich.
Patrzę,
jak przyjaciele Carlosa zbierają swoje rzeczy. James odchodzi w stronę domu, my natomiast wchodzimy w uliczkę,
przy której znajduje się klub.
Po kilku minutach
spokojnego marszu naszym oczom ukazuję się spory budynek. "Bingo" myślę. Wchodzimy do środka. Głośna muzyka. Coś co lubię. Rozglądam się.
Gdzieś tu muszą być dilerzy.
-Kogoś szukasz?- Krzyczy Carlos.
-Co? Nie, nie-mówię szybko.
-Kogoś szukasz?- Krzyczy Carlos.
-Co? Nie, nie-mówię szybko.
Chłopak
uważnie mi się przygląda.
-Kto zatańczy?- Pytam.
-Ja z chęcią-odzywa się Kendall i po chwili ląduję z nim na parkiecie.
-Ja z chęcią-odzywa się Kendall i po chwili ląduję z nim na parkiecie.
Czuję
się jak jeszcze kilka dni temu. Tylko wtedy tańczyłam z Ed'em. Też blondynem. Mam deja vu. Potrząsam głową, by odepchnąć
niechciane myśli. Po jakimś czasie nie wytrzymuję.
-Idę do łazienki.- Próbuję przekrzyczeć muzykę.
-Idę do łazienki.- Próbuję przekrzyczeć muzykę.
-Ok, będę czekał
przy barze z chłopakami.
Rozglądam się ponownie i po chwili odnajduję grupę ludzi, którzy przypominają moją dawną paczkę. Podchodzę do nich.
-Czego?- Mówi jeden z pięciu chłopaków.
-Macie może...
-Mamy-mówi jeden z nich. Nie zauważyłam go wcześniej.-Czemu pytasz?
-Bo ich potrzebuję.
-Rozumiem. Ile masz przy sobie?
-20 dolarów-patrzę pewna, że za taką kwotę mi nie dadzą.
-Starczy ci na niewiele.
-Lepsze to niż nic.
Rozglądam się ponownie i po chwili odnajduję grupę ludzi, którzy przypominają moją dawną paczkę. Podchodzę do nich.
-Czego?- Mówi jeden z pięciu chłopaków.
-Macie może...
-Mamy-mówi jeden z nich. Nie zauważyłam go wcześniej.-Czemu pytasz?
-Bo ich potrzebuję.
-Rozumiem. Ile masz przy sobie?
-20 dolarów-patrzę pewna, że za taką kwotę mi nie dadzą.
-Starczy ci na niewiele.
-Lepsze to niż nic.
*Carlos*
Cały czas
przyglądałem się Melody i Kendall'owi. Głównie Mel. Kendall rusza w naszą
stronę, a Sabine idzie w przeciwnym kierunku.
-Co się dzieje?-Pytam.
-Musiała iść do łazienki.
-Co się dzieje?-Pytam.
-Musiała iść do łazienki.
Kiwam
głową, jednak to wcale mnie nie uspakaja.
-Czemu w
ogóle....Boże.-Wyrywam się i biegnę, na ile to możliwe,
na drugi koniec Sali. Rozglądam się, ale nie mogę jej....JEST!
Gada z jakimś kolesiem. Podchodzę do nich.
-Co ty robisz?- Odwracam ją do siebie.
-O co ci chodzi?- Odzywa się rozbawiona.
-Wzięłaś?
-No i?
-Chodź do domu.
-To twój laluś?- Pyta jakiś brunet.
-Przyjaciel.
-Chodź, proszę.
Gada z jakimś kolesiem. Podchodzę do nich.
-Co ty robisz?- Odwracam ją do siebie.
-O co ci chodzi?- Odzywa się rozbawiona.
-Wzięłaś?
-No i?
-Chodź do domu.
-To twój laluś?- Pyta jakiś brunet.
-Przyjaciel.
-Chodź, proszę.
Przygląda
mi się.
-Nie? -Znowu się śmieje. -Może też weźmiesz?
-Nie? -Znowu się śmieje. -Może też weźmiesz?
-Nie, dzięki. Pójdziesz sama czy mam ci pomóc?
-Się stresujesz, kochanie.
-Kochanie?- Pytam niepewny tego co usłyszałem.
-Kocham cię, ale do siebie nie pasujemy, skarbie.
-Kochasz mnie?- O czym ona gada?
-I to bardzo.-Mówi szybko i całuje mnie...w usta.
Odwzajemniam pocałunek. A co jeśli ona tak gada tylko po tych narkotykach i to nie prawda?
-Się stresujesz, kochanie.
-Kochanie?- Pytam niepewny tego co usłyszałem.
-Kocham cię, ale do siebie nie pasujemy, skarbie.
-Kochasz mnie?- O czym ona gada?
-I to bardzo.-Mówi szybko i całuje mnie...w usta.
Odwzajemniam pocałunek. A co jeśli ona tak gada tylko po tych narkotykach i to nie prawda?
-Jeśli mnie
kochasz to zrobisz coś dla mnie?- Szepczę jej do ucha.
-Wszystko-odpowiada.
-Chodźmy do domu.
-Dobrze-odpowiada i robi minę obrażonego dziecka. Łapię ją za rękę i wracamy do chłopaków.
-Wszystko-odpowiada.
-Chodźmy do domu.
-Dobrze-odpowiada i robi minę obrażonego dziecka. Łapię ją za rękę i wracamy do chłopaków.
-Nie
wiem jak wy, ale my się zbieramy.
-Coś się stało?
-Pocałowałam Carlos'a!- Krzyczy Mel i się śmieje.
-Co?- Pytają.
-Pocałowałam Carlos'a!- Krzyczy Mel i się śmieje.
-Co?- Pytają.
-Nic
się nie stało. - Odpowiadam i biorę ją za rękę, ciągnąć w stronę wyjścia. Wychodzimy na świeże powietrze.
-Wzięła-informuję ich.
-Czyli cię nie pocałowała?- Pyta Kendall.
-Pocałowała.
-Carlosss- zaczyna dziewczyna-Dasz mi buzi?- Znowu się chichra.
-Mel, proszę cię.
-Wzięła-informuję ich.
-Czyli cię nie pocałowała?- Pyta Kendall.
-Pocałowała.
-Carlosss- zaczyna dziewczyna-Dasz mi buzi?- Znowu się chichra.
-Mel, proszę cię.
-Nie
dasz?- Robi smutną minę. Biorę
ją na ręce i ruszam z chłopakami w stronę samochodu Kendall'a. Ona obejmuje mnie ramionami
wokół szyi.
-Wyjdziesz za
mnie?- szepcze.
-Ile tego
wzięłaś?- Pytam rozbawiony.
-Tylko
troszeczkę, tato.
Kręcę
głową i wchodzę z Mel do auta.
*Następny dzień*
Budzę
się. Jestem w domu chłopaków. Nie mam pojęcia jak się tu znalazłam. Powoli się
podnoszę. Coś jest nie tak. Czuję się jakbym...brała. Chyba nie wzięłam? Mam nadzieję. Miałam z tym skończyć. Przecieram twarz dłonią i patrzę, która godzina. 10:47?!
Ja tyle spałam?! Powoli wstaję. O
której w ogóle poszłam spać?
Wstaję z łóżka i idę do
łazienki. Patrzę
na swoje odbicie w lustrze. Odkręcam
kran. Ochlapuję twarz wodą i wycieram w ręcznik. Wychodzę kolejno z łazienki i pokoju. Schodzę na dół. Słyszę, że chłopcy
oglądają telewizję. wchodzę do pokoju i rozglądam się. Cztery pary oczu w jednym
momencie przenoszą się na mnie. Czuję się dziwnie. Spuszczam wzrok.
-Dzień dobry.
-Dzień dobry.
-Jak
się czujesz?- Słyszę głos Carlosa. Wzruszam ramionami.
-Raczej dobrze.
-Raczej dobrze.
Chłopak
wzdycha. Co się wczoraj wydarzyło?
-Siadaj.- Klepie wolne miejsce koło siebie, a ja spełniam jego prośbę.
-Siadaj.- Klepie wolne miejsce koło siebie, a ja spełniam jego prośbę.
-Jesteś
głodna?- Na pytanie Carlosa jedynie delikatnie kiwam głową na tak.
On ciągnie mnie za rękę do kuchni.
-Na co masz ochotę?- Zerka na mnie.
-Płatki?- Latynos kiwa głową.
On ciągnie mnie za rękę do kuchni.
-Na co masz ochotę?- Zerka na mnie.
-Płatki?- Latynos kiwa głową.
-Sama se zrobię.
-Ja się dzisiaj tobą zajmuje, kochanie.-Jestem zdziwiona. Co? Czy on...
-Ja się dzisiaj tobą zajmuje, kochanie.-Jestem zdziwiona. Co? Czy on...
Nie odzywam się.
-Nie dasz mi
buzi?-Pyta i robi smutną minkę.
Czuję, że jestem cała czerwona.
-Wyjdziesz za mnie?
Spuszczam głowę. Co ja wczoraj robiłam?
-Co ja zrobiłam? -Opieram się o blat stołu.
Nagle staje się poważny. Zaczynam się bać. Wyciąga mleko z lodówki.
-Wzięłaś-odpowiada.
Czuję, że jestem cała czerwona.
-Wyjdziesz za mnie?
Spuszczam głowę. Co ja wczoraj robiłam?
-Co ja zrobiłam? -Opieram się o blat stołu.
Nagle staje się poważny. Zaczynam się bać. Wyciąga mleko z lodówki.
-Wzięłaś-odpowiada.
Nie
wiem co powiedzieć. Wpatruję się w moje splecione ręce.
-Dlaczego?-
pyta.
Milczę. Chwilę trwamy w ciszy.
Milczę. Chwilę trwamy w ciszy.
-Nie
dowiem się?
-Nic nie
pamiętam...
-Jeśli to jest wymówka...
-Jeśli to jest wymówka...
-To co? Ty też
masz przede mną tajemnicę!
-Wiesz o mnie
wszystko.
Podniósł głos tak jak ja.
-To czemu wyjechałeś bez pożegnania? Dalej twierdzisz, że wszystko o tobie wiem? To ty mnie zostawiłeś.
-Pisałem listy! To ty nie odpowiadałaś.
-Dobrze, wiesz jaka jest sytuacja w domu. Dobrze wiesz, że ojciec je chował.-Odwraca się do mnie plecami.
Podniósł głos tak jak ja.
-To czemu wyjechałeś bez pożegnania? Dalej twierdzisz, że wszystko o tobie wiem? To ty mnie zostawiłeś.
-Pisałem listy! To ty nie odpowiadałaś.
-Dobrze, wiesz jaka jest sytuacja w domu. Dobrze wiesz, że ojciec je chował.-Odwraca się do mnie plecami.
-Rozumiem.- Mówię.-Miałam
tu nie przyjeżdżać. Wyniosę się jeszcze dzisiaj. Wybiegam z domu. Biegnę przed siebie.
Pierwsze łzy pojawiają się na moich policzkach. Siadam na ławce, która jest niedaleko domu chłopaków. Słyszę głosy. Pewna, że to Carlos wstaję i biegnę dalej. Zatrzymuję się dopiero w jakimś parku.
-Goniłem cię całą drogę.-Kendall?
Siadam na pierwszej lepszej ławce.
-Po co?
On siada koło mnie.
-Wybiegłaś, a Carlos zamknął się w pokoju. Coś musiało się stać.
-Zapytaj Carlos'a.
-Pytam ciebie.
-Nie powinnam tu przyjeżdżać.
-Dlaczego tak myślisz?- Przygląda mi się. Czuję się nieswojo.
-Wystarczyło mi to co usłyszałam od niego.
-Sabine.. On tak nie myśli.
-Oczywiście-odpowiadam z sarkazmem.
-Był zły. Nie bierz tego do siebie.
-Był zły na mnie o coś czego nie zrobiłam.
-Może miał powód?
-Gadasz jak on. Mam was dość!
-Spokojnie. Nie dajmy się ponieść emocjom.
-Dobrze, że wczoraj wzięłam. Zrobię to też dzisiaj, jutro i w każdy kolejny dzień. To jest mój świat i...
Czuję na sobie jego usta. Kendall właśnie mnie całuje. Odpycham go. Patrzę na niego zdziwiona.
-Ja.. Przepraszam..- Chłopak drapie się po karku. -Wiem, że kochasz Carlos'a....Nie powinienem.
-Co?
-Wczoraj...Po tym jak wzięłaś to cały czas wyznawałaś mu miłość.
Patrzę na niego z szeroko otwartymi oczami.
-Boże....
-Czyli to prawda? Proszę, nie okłamuj mnie.
Patrzę na niego nie wiedząc co odpowiedzieć. Powiedzieć prawdę? Jeśli nie powiem to zranię Carlos'a i okłamię samą siebie, a jak powiem to zranię blondyna.
-Tak...mi się wydaję.
Kendall kiwa głową ze zrozumieniem.
-Chodź, wracajmy..
-Nigdzie nie idę. - Gwałtownie kręcę głową.
-I tak będziesz musiała wrócić.. Im szybciej tym lepiej, nie sądzisz?
-Wracam, ale do Londynu.
-Sabine, nie żartuj sobie..- patrzy na mnie, a w jego oczach maluje się zaniepokojenie.
-Jestem poważna.
-Nie wydaje mi się. Nie rób tego pod wpływem impulsu. Porozmawiaj z nim.
-Rozmawiałam dzisiaj rano.
-To nie wyglądało na rozmowę..
-No właśnie.
Nie odpowiada, za to ciągnie mnie za rękę i zmusza do wstania. Zaczyna kierować się w stronę domu. Nawet nie mam siły by się wyrwać. A może nie chcę? Po chwili z pomocą blondyna dochodzę do domu.
-Kendall to ty?- Głos Carlos'a. O nie..
Zatrzymuję się.
-Ja chyba jednak podziękuję.
Kendall nie zważa na moje słowa.
-Tak, to ja. Mógłbyś przyjść do ogrodu?- Właśnie tam ciągnie mnie siłą. Słyszę jak ktoś schodzi po schodach. To pewnie brunet.
Nie mając innego wyjścia siadam na hamaku.
-Nienawidzę cię-Mówię.
On jedynie się uśmiecha.
-Tak, tak.
-Co chcesz Kend....Mel.
-To ja zostawię was samych.- Kendall klepie Carlosa po plecach, po czym odchodzi w stronę domu.
__________________________________________________________________
Pierwsze łzy pojawiają się na moich policzkach. Siadam na ławce, która jest niedaleko domu chłopaków. Słyszę głosy. Pewna, że to Carlos wstaję i biegnę dalej. Zatrzymuję się dopiero w jakimś parku.
-Goniłem cię całą drogę.-Kendall?
Siadam na pierwszej lepszej ławce.
-Po co?
On siada koło mnie.
-Wybiegłaś, a Carlos zamknął się w pokoju. Coś musiało się stać.
-Zapytaj Carlos'a.
-Pytam ciebie.
-Nie powinnam tu przyjeżdżać.
-Dlaczego tak myślisz?- Przygląda mi się. Czuję się nieswojo.
-Wystarczyło mi to co usłyszałam od niego.
-Sabine.. On tak nie myśli.
-Oczywiście-odpowiadam z sarkazmem.
-Był zły. Nie bierz tego do siebie.
-Był zły na mnie o coś czego nie zrobiłam.
-Może miał powód?
-Gadasz jak on. Mam was dość!
-Spokojnie. Nie dajmy się ponieść emocjom.
-Dobrze, że wczoraj wzięłam. Zrobię to też dzisiaj, jutro i w każdy kolejny dzień. To jest mój świat i...
Czuję na sobie jego usta. Kendall właśnie mnie całuje. Odpycham go. Patrzę na niego zdziwiona.
-Ja.. Przepraszam..- Chłopak drapie się po karku. -Wiem, że kochasz Carlos'a....Nie powinienem.
-Co?
-Wczoraj...Po tym jak wzięłaś to cały czas wyznawałaś mu miłość.
Patrzę na niego z szeroko otwartymi oczami.
-Boże....
-Czyli to prawda? Proszę, nie okłamuj mnie.
Patrzę na niego nie wiedząc co odpowiedzieć. Powiedzieć prawdę? Jeśli nie powiem to zranię Carlos'a i okłamię samą siebie, a jak powiem to zranię blondyna.
-Tak...mi się wydaję.
Kendall kiwa głową ze zrozumieniem.
-Chodź, wracajmy..
-Nigdzie nie idę. - Gwałtownie kręcę głową.
-I tak będziesz musiała wrócić.. Im szybciej tym lepiej, nie sądzisz?
-Wracam, ale do Londynu.
-Sabine, nie żartuj sobie..- patrzy na mnie, a w jego oczach maluje się zaniepokojenie.
-Jestem poważna.
-Nie wydaje mi się. Nie rób tego pod wpływem impulsu. Porozmawiaj z nim.
-Rozmawiałam dzisiaj rano.
-To nie wyglądało na rozmowę..
-No właśnie.
Nie odpowiada, za to ciągnie mnie za rękę i zmusza do wstania. Zaczyna kierować się w stronę domu. Nawet nie mam siły by się wyrwać. A może nie chcę? Po chwili z pomocą blondyna dochodzę do domu.
-Kendall to ty?- Głos Carlos'a. O nie..
Zatrzymuję się.
-Ja chyba jednak podziękuję.
Kendall nie zważa na moje słowa.
-Tak, to ja. Mógłbyś przyjść do ogrodu?- Właśnie tam ciągnie mnie siłą. Słyszę jak ktoś schodzi po schodach. To pewnie brunet.
Nie mając innego wyjścia siadam na hamaku.
-Nienawidzę cię-Mówię.
On jedynie się uśmiecha.
-Tak, tak.
-Co chcesz Kend....Mel.
-To ja zostawię was samych.- Kendall klepie Carlosa po plecach, po czym odchodzi w stronę domu.
__________________________________________________________________
Długi
wyszedł. Dość długo go pisałyśmy. Mam nadzieję, że się podoba. Do następnego
<3