poniedziałek, 17 czerwca 2013

Rozdział VI


Leżę na łóżku w pokoju gościnnym, który obecnie jest moim pokojem. W głowię cały czas słyszę głos Carlos'a. Kocham kiedy śpiewa. Brakowało mi tego przez ostatnie lata. On gra w zespole. Gdybym wiedziała, że wystarczy się rozejrzeć, by poznać odpowiedzi na większość nurtujących mnie pytań, wszystko byłoby łatwiejsze. W mojej głowie nadal tkwiło jedno pytanie: Dlaczego nic mi nie powiedział? Dlaczego nie poinformował mnie o swoim wyjeździe? Sprawdzam na zegarku, która godzina. 8:47. Chłopacy powinni już być na nogach. Wychodzę po cichu z pokoju. Na korytarzu zastaję Carlos'a.

-Dzień dobry. Wyspałaś się?- Brunet uśmiecha się do mnie.

-Tak. Chciałam z tobą pogadać.-Mówię.
-Obawiam się, że teraz nie zdążymy. Razem z chłopakami musimy jechać do studia. Chyba, że masz ochotę pojechać z nami?
-Z chęcią, ale co ja tam będę robić?
-Spędzać miło czas w naszym towarzystwie i może napiszesz z nami piosenkę, hę?
-Ok

W towarzystwie chłopaka schodzę na dół.

                           ……………………………………………………….

Rozglądam się po plaży. Słońce przyjemnie grzeje, na chwilę zapominam o ogarniającym mnie zmęczeniu. Skoro samo siedzenie na fotelu jest takie męczące, jak muszą czuć się przyjaciele Carlosa, gdy muszą w tym czasie pracować? Samo słuchanie było bardzo przyjemne. Ich piosenki wpadają w ucho, a głosy przyciągają. Fajnie było ponownie usłyszeć głos Carlosa. Wraz z tą myślą przenoszę na niego wzrok. Przygląda mi się.

 -Co taka zamyślona?- Pyta mnie.
-Nie, nic-mówię i kiwam głową przecząco.

Przyglądam się słońcu, które pomału znika za horyzontem.

-Chciałaś o czymś porozmawiać..- Ponownie zagaduje.

-Co?- Pytam zdezorientowana.

-Rano mówiłaś, że chcesz pogadać.

-ohh..- Zaczynam rozumieć. Wzdycham.

Obejmuję nogi ramionami i wpatruję się w błękit oceanu.

-Mówiłeś, że musiałeś wyjechać, rozumiem.. tylko.. Dlaczego mi o tym nie powiedziałeś, tylko zniknąłeś tak z dnia na dzień?

Chyba się popłaczę. Zerkam na niego. Ma spuszczoną głowę i rysuje coś na piasku. Nic nie mówi, co po chwili zaczyna mnie denerwować.

-Nie odpowiesz?

-Nie wiem jak, Melody- mówi szeptem.

Coś ściska mnie w żołądku. Unoszę wzrok na ściemniające się niebo i próbuję nie dać wypłynąć łzom, które cisną się do moich oczu.

-Musiał być jakiś powód..- Odpowiadam tym samym tonem. -Chyba, że....miałeś mnie po prostu dość..- Dodaję i wycieram łzę, która mi umknęła.

Chłopak przytula mnie.

-Kocham cię, a ty mi mówisz, że miałem cię dość?

-Tak.- Patrzę na niego.

-Nigdy tak nie mów, słyszysz? Wiele dla mnie znaczysz.

-To dlaczego mnie zostawiłeś bez żadnej wiadomości? Dlaczego tak po prostu wyjechałeś?

Puszcza mnie ze swoich objęć i przeciera twarz ręką. Prostuję nogi i przenoszę wzrok na ocean.

-Czyli się nie dowiem?

-Dowiesz, ale...nie teraz. To nie jest takie proste...

Pozostawiam jego wypowiedź bez słowa. Wstaję. Mam ochotę coś wziąć. Chłopak uważnie mnie obserwuje.

-Jest tu gdzieś w pobliżu jakiś klub?- Nie patrzę na niego.
-Czemu pytasz?- Wstaje i on.
-Jest czy nie?- Pytam głośniej.
-Nie puszczę cię tam.
-Nie masz nic do gadki.
-Martwię się, rozumiesz?
-To ty nic nie rozumiesz.-Mówię i idę dołączyć do reszty chłopaków.
-Czekaj-łapie mnie za nadgarstek.-O czym ty mówisz?- W jego oczach dostrzegam troskę.

Spuszczam wzrok.
-O niczym.- Wyrywam się.
-Czekaj, Mel. Jestem twoim przyjacielem czy nie?
-Niestety tak-mówię do siebie z nadzieją, że nie usłyszał.
-Jak to niestety?

A jednak. Patrzę mu prosto w oczy. Czy widzi moją miłość do niego? Zbliżam się do niego. Przygląda mi się z uwagą.

Jestem coraz bliżej jego ust. Brakuje niewiele.
-Dołączycie w końcu do nas?!- Słyszę krzyk Kendall'a. Odwracam głowę w tamtą stronę. Cofam się.

-Idziemy już-mówię z uśmiechem. Ruszam do nich, nie patrzę na Carlos'a. Słyszę tylko jak kieruje się za mną. Boję się odwrócić do niego. Boję się cokolwiek powiedzieć. Boję się jego reakcji. Siadam między Logan'em, a James'em.

-Jest tu gdzieś niedaleko klub?- Pytam.

-Jest. na końcu tej alejki.- Mówi James i wskazuje mi drogę. Przygląda mi się.- Dlaczego pytasz?

-Może byśmy tam poszli?

-W sumie.. to nie jest taki zły pomysł.-  Logan kiwa głową.

-Melody.. proszę- mówi szeptem Carlos. Udaję, że nie słyszę.
-A wy?- Zwracam się do reszty.
-Z chęcią-mówi Kendall, który od kilku minut odbija piłkę siatkową.
-Ja muszę odmówić-rezygnuje James.

-Carlos?- Logan zwraca się do latynosa.

-Idę-mówi i patrzy mi w oczy.

-Świetnie-uśmiecham się do wszystkich.

Patrzę, jak przyjaciele Carlosa zbierają swoje rzeczy. James odchodzi w stronę domu, my natomiast wchodzimy w uliczkę, przy której znajduje się klub. Po kilku minutach spokojnego marszu naszym oczom ukazuję się spory budynek. "Bingo" myślę. Wchodzimy do środka. Głośna muzyka. Coś co lubię. Rozglądam się. Gdzieś tu muszą być dilerzy.
-Kogoś szukasz?- Krzyczy Carlos.
-Co? Nie, nie-mówię szybko.

Chłopak uważnie mi się przygląda.

-Kto zatańczy?- Pytam.
-Ja z chęcią-odzywa się Kendall i po chwili ląduję z nim na parkiecie.

Czuję się jak jeszcze kilka dni temu. Tylko wtedy tańczyłam z Ed'em. Też blondynem. Mam deja vu. Potrząsam głową, by odepchnąć niechciane myśli. Po jakimś czasie nie wytrzymuję.
-Idę do łazienki.- Próbuję przekrzyczeć muzykę.

-Ok, będę czekał przy barze z chłopakami.
Rozglądam się ponownie i po chwili odnajduję grupę ludzi, którzy przypominają moją dawną paczkę. Podchodzę do nich.
-Czego?- Mówi jeden z pięciu chłopaków.
-Macie może...
-Mamy-mówi jeden z nich. Nie zauważyłam go wcześniej.-Czemu pytasz?
-Bo ich potrzebuję.
-Rozumiem. Ile masz przy sobie?
-20 dolarów-patrzę pewna, że za taką kwotę mi nie dadzą.
-Starczy ci na niewiele.
-Lepsze to niż nic.



                                                      *Carlos*



Cały czas przyglądałem się Melody i Kendall'owi. Głównie Mel. Kendall rusza w naszą stronę, a Sabine idzie w przeciwnym kierunku.
-Co się dzieje?-Pytam.
-Musiała iść do łazienki.

Kiwam głową, jednak to wcale mnie nie uspakaja.

-Czemu w ogóle....Boże.-Wyrywam się i biegnę, na ile to możliwe, na drugi koniec Sali. Rozglądam się, ale nie mogę jej....JEST!
Gada z jakimś kolesiem. Podchodzę do nich.
-Co ty robisz?- Odwracam ją do siebie.
-O co ci chodzi?- Odzywa się rozbawiona.
-Wzięłaś?
-No i?
-Chodź do domu.
-To twój laluś?- Pyta jakiś brunet.
-Przyjaciel.
-Chodź, proszę.

Przygląda mi się.
-Nie? -Znowu się śmieje. -Może też weźmiesz?

-Nie, dzięki. Pójdziesz sama czy mam ci pomóc?
-Się stresujesz, kochanie.
-Kochanie?- Pytam niepewny tego co usłyszałem.
-Kocham cię, ale do siebie nie pasujemy, skarbie.
-Kochasz mnie?- O czym ona gada?
-I to bardzo.-Mówi szybko i całuje mnie...w usta.
Odwzajemniam pocałunek. A co jeśli ona tak gada tylko po tych narkotykach i to nie prawda?

-Jeśli mnie kochasz to zrobisz coś dla mnie?- Szepczę jej do ucha.
-Wszystko-odpowiada.
-Chodźmy do domu.
-Dobrze-odpowiada i robi minę obrażonego dziecka. Łapię ją za rękę i wracamy do chłopaków.

-Nie wiem jak wy, ale my się zbieramy.

-Coś się stało?
-Pocałowałam Carlos'a!- Krzyczy Mel i się śmieje.
-Co?- Pytają.

-Nic się nie stało. - Odpowiadam i biorę ją za rękę, ciągnąć w stronę wyjścia. Wychodzimy na świeże powietrze.
-Wzięła-informuję ich.
-Czyli cię nie pocałowała?- Pyta Kendall.
-Pocałowała.
-Carlosss- zaczyna dziewczyna-Dasz mi buzi?- Znowu się chichra.
-Mel, proszę cię.

-Nie dasz?- Robi smutną minę. Biorę ją na ręce i ruszam z chłopakami w stronę samochodu Kendall'a. Ona obejmuje mnie ramionami wokół szyi.

-Wyjdziesz za mnie?- szepcze.

-Ile tego wzięłaś?- Pytam rozbawiony.

-Tylko troszeczkę, tato.

Kręcę głową i wchodzę z Mel do auta.



                                                 *Następny dzień*



Budzę się. Jestem w domu chłopaków. Nie mam pojęcia jak się tu znalazłam. Powoli się podnoszę. Coś jest nie tak. Czuję się jakbym...brała. Chyba nie wzięłam? Mam nadzieję. Miałam z tym skończyć. Przecieram twarz dłonią i patrzę,  która godzina. 10:47?! Ja tyle spałam?! Powoli wstaję. O której w ogóle poszłam spać? Wstaję z łóżka i idę do łazienki. Patrzę na swoje odbicie w lustrze. Odkręcam kran. Ochlapuję twarz wodą i wycieram w ręcznik. Wychodzę kolejno z łazienki i pokoju. Schodzę na dół. Słyszę, że chłopcy oglądają telewizję. wchodzę do pokoju i rozglądam się. Cztery pary oczu w jednym momencie przenoszą się na mnie. Czuję się dziwnie. Spuszczam wzrok.
-Dzień dobry.

-Jak się czujesz?- Słyszę głos Carlosa. Wzruszam ramionami.
-Raczej dobrze.

Chłopak wzdycha. Co się wczoraj wydarzyło?
-Siadaj.- Klepie wolne miejsce koło siebie, a ja spełniam jego prośbę.

-Jesteś głodna?- Na pytanie Carlosa jedynie delikatnie kiwam głową na tak.
On ciągnie mnie za rękę do kuchni.
-Na co masz ochotę?- Zerka na mnie.
-Płatki?- Latynos kiwa głową.

-Sama se zrobię.
-Ja się dzisiaj tobą zajmuje, kochanie.-Jestem zdziwiona. Co? Czy on...

Nie odzywam się.

-Nie dasz mi buzi?-Pyta i robi smutną minkę.
Czuję, że jestem cała czerwona.
-Wyjdziesz za mnie?
Spuszczam głowę. Co ja wczoraj robiłam?
-Co ja zrobiłam? -Opieram się o blat stołu.
Nagle staje się poważny. Zaczynam się bać. Wyciąga mleko z lodówki.
-Wzięłaś-odpowiada.

Nie wiem co powiedzieć. Wpatruję się w moje splecione ręce.

-Dlaczego?- pyta.
Milczę. Chwilę trwamy w ciszy.

-Nie dowiem się?

-Nic nie pamiętam...
-Jeśli to jest wymówka...

-To co? Ty też masz przede mną tajemnicę!

-Wiesz o mnie wszystko.
Podniósł głos tak jak ja.
-To czemu wyjechałeś bez pożegnania? Dalej twierdzisz, że wszystko o tobie wiem? To ty mnie zostawiłeś.
-Pisałem listy! To ty nie odpowiadałaś.
-Dobrze, wiesz jaka jest sytuacja w domu. Dobrze wiesz, że ojciec je chował.-Odwraca się do mnie plecami.

-Rozumiem.- Mówię.-Miałam tu nie przyjeżdżać. Wyniosę się jeszcze dzisiaj. Wybiegam z domu. Biegnę przed siebie.
Pierwsze łzy pojawiają się na moich policzkach. Siadam na ławce, która jest niedaleko domu chłopaków. Słyszę głosy. Pewna, że to Carlos wstaję i biegnę dalej. Zatrzymuję się dopiero w jakimś parku.
-Goniłem cię całą drogę.-Kendall?
Siadam na pierwszej lepszej ławce.
-Po co?
On siada koło mnie.
-Wybiegłaś, a Carlos zamknął się w pokoju. Coś musiało się stać.
-Zapytaj Carlos'a.
-Pytam ciebie.
-Nie powinnam tu przyjeżdżać.
-Dlaczego tak myślisz?- Przygląda mi się. Czuję się nieswojo.
-Wystarczyło mi to co usłyszałam od niego.
-Sabine.. On tak nie myśli.
-Oczywiście-odpowiadam z sarkazmem.
-Był zły. Nie bierz tego do siebie.
-Był zły na mnie o coś czego nie zrobiłam.
-Może miał powód?
-Gadasz jak on. Mam was dość!
-Spokojnie. Nie dajmy się ponieść emocjom.
-Dobrze, że wczoraj wzięłam. Zrobię to też dzisiaj, jutro i w każdy kolejny dzień. To jest mój świat i...
Czuję na sobie jego usta. Kendall właśnie mnie całuje. Odpycham go. Patrzę na niego zdziwiona.
-Ja.. Przepraszam..- Chłopak drapie się po karku. -Wiem, że kochasz Carlos'a....Nie powinienem.
-Co?
-Wczoraj...Po tym jak wzięłaś to cały czas wyznawałaś mu miłość.
Patrzę na niego z szeroko otwartymi oczami.
-Boże....
-Czyli to prawda? Proszę, nie okłamuj mnie.
Patrzę na niego nie wiedząc co odpowiedzieć. Powiedzieć prawdę? Jeśli nie powiem to zranię Carlos'a i okłamię samą siebie, a jak powiem to zranię blondyna.
-Tak...mi się wydaję.
Kendall kiwa głową ze zrozumieniem. 
-Chodź, wracajmy..
-Nigdzie nie idę. - Gwałtownie kręcę głową.
-I tak będziesz musiała wrócić.. Im szybciej tym lepiej, nie sądzisz?
-Wracam, ale do Londynu.
-Sabine, nie żartuj sobie..- patrzy na mnie, a w jego oczach maluje się zaniepokojenie.
-Jestem poważna.
-Nie wydaje mi się. Nie rób tego pod wpływem impulsu. Porozmawiaj z nim.
-Rozmawiałam dzisiaj rano.
-To nie wyglądało na rozmowę..
-No właśnie.
Nie odpowiada, za to ciągnie mnie za rękę i zmusza do wstania. Zaczyna kierować się w stronę domu. Nawet nie mam siły by się wyrwać. A może nie chcę? Po chwili z pomocą blondyna dochodzę do domu.
-Kendall to ty?- Głos Carlos'a. O nie..
Zatrzymuję się.
-Ja chyba jednak podziękuję.
Kendall nie zważa na moje słowa.
-Tak, to ja. Mógłbyś przyjść do ogrodu?- Właśnie tam ciągnie mnie siłą. Słyszę jak ktoś schodzi po schodach. To pewnie brunet.
Nie mając innego wyjścia siadam na hamaku.
-Nienawidzę cię-Mówię.
On jedynie się uśmiecha.
-Tak, tak.
-Co chcesz Kend....Mel.
-To ja zostawię was samych.- Kendall klepie Carlosa po plecach, po czym odchodzi w stronę domu.

__________________________________________________________________

Długi wyszedł. Dość długo go pisałyśmy. Mam nadzieję, że się podoba. Do następnego <3

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Rozdział V.

Kendall chowa telefon do kieszeni.
-Dlaczego to zrobiłeś?
-Nie mów, że nie chcesz z nim pogadać bo jest inaczej. Widzę to.-Kiwam przecząco głową. To niemożliwe. Wstaję. Chwytam gitarę i ruszam przed siebie. Nie udaje mi się daleko zajść bo chłopak łapie mnie za rękę.
-On zaraz tu przyjdzie.
-To mnie tu nie zastanie.-Próbuję zabrać jego rękę.
-Nigdzie nie idziesz.
-Co ci tak zależy?
-Chcę, żeby mój przyjaciel w końcu był szczęśliwy.
-I myślisz, że ćpunka będzie jego szczęściem?
-Nie. Uważam, że Melody będzie jego szczęściem.
-Już dawno nią nie jestem. Puść mnie-staram się wyrwać.
-Porozmawiaj z nim.
-Po co? Nie widzisz, że to nie ma sensu? Moje życie?
-Masz szansę na szczęście. Nie strać jej.
-Jakie szczęście? Nie wiem czy zauważyłeś, ale jestem ćpunką. Nie ma dla mnie szczęścia.
-Wierzysz stereotypom.
-Wierzę swojemu sercu. Puszczaj.-Dalej próbuję się wyrwać. Nie udaję mi się.
-Jesteś pewna, że to serce?-Patrzę mu prosto w oczy. Ma racje. Chcę zostać tu z Carlos'em, ale cholernie się boję. Daję za wygraną.
Nie wiem jak długo się kłóciliśmy, ale chyba długo bo właśnie dochodzi do nas Carlos. Przytula mnie.
-Bałem się, że znów cię straciłem-szepcze mi do ucha. Odsuwam się od niego. Nie chcę, ale czuję, że muszę.
-Nie rób mi tego. Błagam-łza leci po jego policzku. Jak ja za nim tęskniłam. Cofam się do tyłu.
-To jest to czego chcesz?-Pyta mnie blondyn.
-Nie, ale muszę.
-Melody...proszę..-patrzy na mnie brunet błyszczącymi oczami. Nie wiem co robić. Patrzę na blondyna. Teraz na Carlos'a. „Cholera. Szukałaś go, tęskniłaś. On na ciebie czekał” mówię sama sobie.
-Tęskniłam-mówię i wtulam się w chłopaka. On delikatnie się uśmiecha i oplata mnie swoimi ramionami.
-Dziękuje.-Nie odzywam się. Zaczynam płakać.
-Nie płacz...proszę.-Słyszę jego szept tuż przy uchu. Nie pomaga. Łzy spływają po moich policzkach.
-Jedźmy może do nas. Pogadacie sobie na spokojnie.-Mówi Kendall.
-Jasne-odpowiada Carlos.-Gdzie mieszkasz? Pojedziemy po twoje rzeczy.
-Mieszkam w hotelu „Sunny”. Nie mam po co iść. Wszystko co mam to gitara.-Delikatnie mnie od siebie odsuwa. Przygląda mi się. Czuję się dziwnie, więc spuszczam wzrok. Carlos splata nasze palce. Jego uścisk jest pewniejszy niż za pierwszym razem. Rusza w stronę auta. Mimowolnie idę za nim. Kątem oka widzę jak Kendall idzie za nami. Odwracam się.
-I co się głupio cieszysz?-Pytam.
-Nie ważne.-Uśmiecha się jeszcze szerzej i nas wyprzedza. Kręcę głową z dezaprobatą.
-Właśnie, że ważne.
-Cieszę się waszym szczęściem. Tak po prostu.-Wzdycham. Czy to można nazwać szczęściem? Mam Carlos'a teraz, a co będzie jutro? Patrzę na niego. Uśmiecha się. Odwzajemniam. Teraz mam Carlos'a. To jest najważniejsze. Nic więcej się nie liczy.

*godzina później*
Biorę prysznic. Carlos dał mi jedną ze swoich bluzek i spodnie od dresu. Wychodzę z kabiny i zaczynam się ubierać. Patrzę w lustro. „Gdzie jest Melody?” pytam samą siebie. Słyszę pukanie.
-Wszystko w porządku?-To Carlito.
-Tak, już wychodzę.-Spinam włosy i otwieram drzwi łazienki. Stoi tam. Dosłownie przede mną. Delikatnie się uśmiecham.
-To...-nie wiem od czego zacząć.
-Tak?-Znów się uśmiecha.
-Chyba...znaczy...Boże co za kretynka.
-Gdzie?
-Przed tobą, debilu.
-Na prawdę jej nie widzę.
-A kogo widzisz?-Pytam zaciekawiona co ma do powiedzenia.
-Moją Melody-odpowiada. Smutno się uśmiecham. Melody już nie ma. Siadam na łóżku. On robi to samo. Cały czas mi się przygląda. Podnoszę wzrok.
-Dlaczego tak na mnie patrzysz?
-Mel..Ja...Trudno mi o tym mówić.-Wzdycha. Jest bardzo zdenerwowany.-Ja. Od zawsze...myślałem o tobie jako o kimś więcej.
-Co? Ja...Carlos?
-Boże...Kocham cię. Zakochałem się. Nawet nie pamiętam kiedy-chwyta moją dłoń, a ja spuszczam wzrok. Po chwili chłopak łapie mnie za podbródek tak bym na niego spojrzała. Niechętnie patrzę w jego oczy. Nie mam pojęcia co powiedzieć. Nie wiem czy czuję to samo. Chłopak zbliża się do mnie niepewnie. Panikuję. Carlos to zauważa, więc przestaje.
-Przepraszam. Rozumiem, że ty nie...
-To nie tak!
-Więc...ty mnie kochasz czy...?
-Ja...nie wiem, Carlos. Ja...przepraszam.-Mówię i wychodzę z pokoju. Kieruję się w stronę ogrodu. Przechodzę przez szklane drzwi i znajduję się wśród zieleni. Zauważam Kendall'a, który leży na hamaku. Zatrzymuję się. Nie chcę mu przeszkadzać. Zaczynam się wycofywać.
-Hej-to Kendall. Odwracam się.
-Hej-podchodzę do niego.-Nie przeszkadzam?
-No coś ty! Coś się stało?
-Nie...czemu?-Spuszczam wzrok.
-Jakaś smutna jesteś. Gdzie Carlos?-Lekko się wzdrygam, a blondyn to zauważa.-Pokłóciliście się?-Chłopak siada i klepie miejsce koło siebie. Siadam tam. Spoglądam w niebo. Przymykam oczy.
-Powiedział, że...
-...cię kocha?-Patrzę na niego zdziwiona. On wie?
-Myślisz, że tego nie widziałem? Cały czas o tobie gadał, a raz nawet nam to wprost powiedział.-Spuszczam wzrok.-A ty?
-Co ja?-Pytam szeptem.
-Kochasz go?
-Nie wiem. Nigdy o tym...o nim tak nie myślałam.
-Rozumiem-kiwa głową ze zrozumieniem. Widzę, że pod drzewem leży gitara.
-Twoja?-Pytam i wskazuję ręką na instrument.
-Tak. Może pójdziesz po swoją i pogramy?
-Jasne!-Uśmiecham się lekko i ruszam po moją własność. Dochodzę do pokoju i biorę gitarę. Ponownie ruszam w stronę wyjścia na dwór. Siadam koło chłopaka i patrzę na niego wyczekująco.
-To...
-Może zagramy "Give Me Love" Ed'a Sheeran'a?-Kiwam głową na tak. Po chwili zaczynamy grać, a blondyn jeszcze śpiewać.
-Zaśpiewaj ze mną.-Zaczynam nieśmiało. Chłopak przenosi wzrok z instrumentu na mnie. Przerywam pewna, że zrobiłam coś źle.
-Czemu przerwałaś?-Nie odpowiadam.-Masz anielski głos. Chłopaki!
-Zamknij się-mówię.
-Co? Dlaczego?-Patrzy na mnie nic nie rozumiejąc.
-Co się dzieje?-Pyta Logan, który wchodzi do ogrodu razem z jakimś brunetem. Posyłam blondynowi ostrzegawcze spojrzenie.
-Nie. Jednak nic.-Posyła im uśmiech, po czym znów przenosi wzrok na mnie.
-Dzięki-szepczę.
-A my się chyba jeszcze nie poznaliśmy-podchodzi do nas tajemniczy (dla mnie) brunet.
-Jestem Sabine-podaję mu rękę, którą ściska.
-A nie Melody?-Nie wiem co powiedzieć.
-No...w sumie też.
-Ale...co?-Dziwnie na mnie patrzy.
-Co za debil...-mówi Logan. Cicho się śmieję i kątem oka widzę jak James przewraca oczami.
-Nie chcę być niemiły, ale może byście...nie wiem...Poszli stąd?-Kendall spogląda wyczekująco na chłopaków.
-Jak nam powiesz po co nas wołałeś-odzywa się...Carlos, który właśnie do nas dochodzi. Nie patrzę na niego, bo wiem, że on właśnie mi się przygląda.
-To...-zaczynam.-Gramy dalej?-Zwracam się do blondyna.
-W sumie...możemy. Ale przy nich?
-Oni tu są-mówi James.
-Jasne...ale. Wiesz. No.
-Rozumiem-uśmiecha się do mnie.-Ja śpiewam.
-Dzięki-szepczę i łapie za gitarę. Zaczynamy grać wcześniej przerwaną piosenkę. Wszyscy uważnie mi się przyglądają, a Kendall zaczyna śpiewać. Chłopaki siadają na trawie. Nie wiem co mnie podkusiło, ale dołączam do blondyna. Chłopak na mnie zerka, najwyraźniej zaskoczony. Śpiewam coraz pewniej, ale głowę cały czas mam spuszczoną. Nie widzę reakcji Carlosa, ani jego przyjaciół i nie śpieszy mi się z zapoznaniem z sytuacją. Piosenka się kończy, a ja wreszcie podnoszę wzrok.
-Ostatni raz słuchałem jak śpiewasz jakieś 5 lat temu-odzywa się Carlito. Patrzę na niego.
-Mogę powiedzieć to samo.-Uśmiecha się do mnie.
-To co chłopaki? Śpiewamy?
___________________________________________________
I JEST! 5 rozdział ha! Właśnie skończyłam go przepisywać. Dziękujemy za wszystkie komentarze. Mamy nadzieje, że się wam spodobał. Do 6!

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Rozdział IV



Patrzę na wielki biały dom, a raczej na willę. Sprawdzam adres na jednej z kopert. Tak, to tu mieszka Carlos. Zadaję sobie jedno pytanie: Podejść bliżej? Zadzwonić? I co powiem? "Cześć. To ja, Melody. Pamiętasz mnie?" To bezsensu.
Ale.. W końcu po to tu przyjechałam, prawda? Dzwonię na domofon. Co ja zrobiłam?  O boże. Chcę się wycofać. Jest za późno.

-Słucham?- To nie Carlos, ani nie Kendall.
-Ja.. Prze-przepraszam. Pomyliłam się.-Odchodzę.
Wystraszyłam się. Kto to był?  Gdzie mam iść teraz?
-Zaczekaj.-Odwracam się. Podchodzi do mnie brunet.
Rzucam mu pytające spojrzenie.
-Tak?- Boję się, że on też mnie pozna tak jak Kendall. Mam nadzieję, że nie.
-Pomogę Ci znaleźć tą osobę, której szukasz. Znam tu wszystkich.-Uśmiecha się do mnie. "Co za uśmiech!"
-Nie trzeba, dzięki.- Ruszam do hotelu.
-Logan, to twoja dziewczyna?
Ten głos. O boże. Zauważył mnie. Nie wiem co robić. Iść dalej?
-Nie.. To jest...Hej, jak masz na imię?- Krzyczy za mną Logan.
Szybkie ogarnięcie sytuacji. Odpowiedzieć? Czy tak po prostu odejść?
-Nie odpowiesz?
Niepewnie się zatrzymuję. To po to przyjechałam do tego miasta. Odwracam się.
-Cześć, Carlos.
Chłopak szeroko otwiera oczy. Czuję, że łzy napływają mi do oczu. To Carlos. Mój przyjaciel. To on. Przygryzam wargę. Nie mogę się rozpłakać. Chłopak stoi i nie wie co ze sobą zrobić. Logan popycha go w moją stronę. Nie wiem co zrobić ze swoimi rękami. Splątuję je ze sobą.
-Melody.- Udaje mu się w końcu wykrztusić.
-To ja.-Śmieję się nerwowo.

Jego towarzysz udaje się w stronę domu.
-Tak bardzo tęskniłem.- Carlito przytula mnie mocno do siebie.
Czuję, że jemu też chcę się płakać. Wtulam się w niego. Tak bardzo mi tego brakowało.
-Nie wiedziałam o listach-mówię.
-Cii.. To nie ważne.- Odpowiada nadal trzymając mnie blisko siebie.
-Na długo przyjechałaś?- Pyta, a ja wciąż jestem w niego wtulona.
-W sumie.. Chyba tak.
-Zostań ze mną na zawsze, proszę.
Mój żołądek niebezpiecznie się kurczy. Przeklinam siebie. Miałam nie płakać.
-Chodź. Nie będziemy stać na dworze.
Chwyta mnie za dłoń i ruszamy do domu. Patrzę na niego. Strasznie się zmienił. Wydoroślał. Ja też nie jestem taka sama jak kiedyś. Czy to dobrze? Jak ja mu powiem, że...Jestem ćpunką? A ważniejsze pytanie.. Jak on zareaguje? Puszczam jego rękę.
Nie mogę mu tego zrobić, Nie powinnam przyjeżdżać. Miał o mnie zapomnieć. Carlos patrzy na mnie. Jego uśmiech znika.
-Coś się stało?
-Ja...Jestem ćpunką.-Mówię i uciekam.
Nie wiem jak zareagował. Nie chcę wiedzieć.  Biegnę przed siebie. Nie zasłużyłam na niego. Po co przyjechałam? Muszę dostać się jak najszybciej do hotelu. Chcę do Bromley. Do Ed'a, ale chcę też zostać tu i mieć Carlos'a u boku. Staję. Ed'a nie ma. Nie mam po co wracać. Czuję łzy, które spływają po moich policzkach. Carlos mnie nie goni. Nie chcę mnie znać. To jasne.
Nie dziwię mu się.
*Carlos*


-Jestem ćpunką- mówi i zaczyna biec w przeciwną stronę od domu mojego i chłopaków.
Ćpunką? O czym ona mówi?
Stoję jak jakiś wmurowany. Nie mogę się ruszyć. Melody...Moja mała Melody. Jeszcze przed chwilą trzymałem ją w ramionach. A teraz? Sam nie wiem. Pomogę jej. Od tego są przyjaciele. Pytanie tylko...Gdzie ona jest? Nie mogła dojść za daleko. Mam tylko nadzieję, że nigdzie nie pojechała. Idę do domu po kluczki od samochodu. Po chwili już wsiadam do auta. Ruszam i rozglądam się. Musi gdzieś tu być.  Dlaczego dałem jej odejść?

*Sabine*
 
Siedzę przy fontannie w Central Parku. Jest on niedaleko mojego hotelu jak i domu Carlos'a. Wyciągam gitarę. Dostałam ją od niego. Uśmiecham się leciutko i zaczynam grać.

"When she was just a girl
She expected the world
But it flew away from her reach
And the bullets catch in her teeth
Life goes on, it gets so heavy
The wheel breaks the butterfly
Every tear a waterfall
In the night the stormy night she'll close her eyes
In the night the stormy night away she'd fly" 

Po moich policzkach spływają łzy. Po co ja tu przyjechałam? Dlaczego byłam taka głupia? Czemu robiłam bezsensowną nadzieję sobie, jak i jemu?
-Sabine? Co ty tu robisz?- Podnoszę głowę, a moim oczom ukazuję się zielonooki blondyn. Kendall.
Po prostu świetnie.  To się nazywa pech.
-Widziałam się z Carlos'em.- Mówię cicho.
-To świetnie. Chłopak był załamany tym, że się do niego nie odzywałaś.
-Teraz jest jeszcze gorzej.
Odkładam gitarę. Chłopak siada koło mnie.
-O czym ty mówisz?
-Powiedziałam mu. Powiedziałam, że jestem ćpunką.
-Chyba nie chcesz powiedzieć, że przez to z tobą nie gada?
-To ja uciekłam.
-Dlaczego?
Dzwoni telefon chłopaka.
-Przepraszam- odbiera.-Halo? Carlos? Przyjeżdżaj do Central Parku. Mam twoją zgubę.
Patrzę na niego z wytrzeszczonymi oczami. Co?

________________________________________________
Zapraszam do komentowania. Jak się podoba?
http://www.youtube.com/watch?v=rLm_aSP369M