środa, 29 maja 2013

Rozdział II

Słyszę ciche pukanie do okna. Otwieram oczy. Patrzę w tamtą stronę. Widzę zapłakaną brunetkę. Jessica. Wstaję. Otwieram okno. Nie odzywam się. Czekam, aż ona wyjaśni co się stało. Nie chcę naciskać, przecież ledwo ją znam. Dziewczyna nic nie mówi, tylko patrzy tępo w jeden punkt.
-Ed.-To tyle co udaje się jej wykrztusić.
-Co, Ed?-Pytam. Nic nie odpowiada. Zaczynam się niepokoić.
-Co z nim?-Ponawiam pytanie.
-Szpital.-Patrzę na nią z wytrzeszczonymi oczami. To nie może być prawda.
-O czym ty mówisz?-Pytam z nadzieją, że się mylę.
Co za ironia. Po raz kolejny nie otrzymałam odpowiedzi na moje pytanie.
Dziewczyna wybucha płaczem, jednak po chwili się uspokaja.
-Przedawkował.-Szeroko otwieram oczy. To niemożliwe.
-To jakiś żart?-Wybucham śmiechem, który zamienia się w płacz. Jej milczenie mówi mi wszystko.
Przedawkował. Ed. To on z nas wszystkich najbardziej uważał. Tysiąc myśli. Zamykam oczy i widzę uśmiechniętego Ed'a. Nie chcę nawet myśleć o tym, że już nigdy go nie zobaczę. Nie wiem co robić.
-Gdzie reszta?-Pytam. Jessica podnosi się z klęczek i zaczyna schodzić po drabinie.
-Chodź.-Biorę bluzę, którą szybko zakładam i idę na dół za brunetką. Prowadzi mnie w tak dobrze znane mi miejsce.
Park. Mogłam się domyślić. Bromley wydaje się nagle jakieś ponure. Tak jakby straciło cząstkę siebie. Cząstkę swojej historii. Wchodzimy do parku. Widzę ich. Siedzą tam, gdzie zawsze. Do niektórych chyba nadal nie doszło to co się stało. Podchodzimy, ale nikt się z nami nie wita. Wszyscy siedzą w milczeniu. Siadam koło nich. Niby z nimi, ale jest między nami pewien dystans. I ta cholerna cisza, której nikt nie chce przerwać. Nie wytrzymuję. Mam potrzebę uciec. Nie tylko z tego parku, ale z tego życia. Chcę zacząć od nowa. Może właśnie to zrobię. Biegnę i ponownie wybucham płaczem. Ledwo widzę drogę. Mimo tego nie zatrzymuję się. Chcę uciec jak najdalej od tego miejsca. Od tych wspomnień. Po chwili czuję ból. Spadam. Wpadłam na kogoś. Podnoszę wzrok. To ponownie on. Kendall. Wstaję i cofam się do tyłu, ale chłopak mnie zauważa. Nie mam ochoty na jakąkolwiek konfrontację. Szczególnie z nim. Ostatni raz na niego patrzę. Odwracam się. Chcę odejść. Blondyn łapie mnie za nadgarstek i sprawia, że staję do niego przodem. Nie mogę znieść jego świdrującego mnie na wskroś wzroku. Spuszczam głowę.
-Czemu wczoraj uciekłaś?-Pyta.
-Bo takim jak mi się nie pomaga.-Próbuję się mu wyrwać, ale chłopak trzyma mnie dosyć mocno.-Czego chcesz?-Pytam chamsko.
-Przypominasz mi kogoś.-Zaskoczył mnie tym.
-Kogo?
-Przyjaciółkę mojego kumpla. Pokazywał nam jej zdjęcia.
-Nam?
-Mnie i reszcie naszego zespołu.-Fakty układają mi się w całość. Jak puzzle.
-Jak on się nazywa?
-Big Time Rush.
-Nie zespół, debilu. Twój kumpel.
-Carlos. Dlaczego pytasz?-Spoglądam na niego nerwowo. Nie wierzę.
-Nigdy mnie nie spotkałeś, rozumiesz?-Wyrywam się i biegnę do domu.
Słyszę jego głos coraz ciszej, ale wyraźnie.
-Melody?-Skąd on wie o tym przezwisku? Tylko jedna osoba mnie tak nazywała. Odwracam się, by coś powiedzieć.
-Nie widziałeś mnie, a na imię mi Sabine.-Łzy spływają po moich policzkach, a ja ponownie biegnę.
Tym razem nic mi nie przeszkadza. On też nie. Wchodzę do pokoju przez okno, jak zawsze. Siadam na materacu oparta o ścianę. Myśli przewijają się w mojej głowie jak w filmie. Film? W takim razie cudowny dramat. Mam dość. Muszę się stad wynieść. I tak nikogo tu nie mam. Ed nie żyje, a Carlos odszedł już dawno. Nawet nie mieszka w UK. Wstaję. Widzę wszystko za mgłą. Jestem w amoku. Wycieram łzy rękawem od bluzy. To na nic. Na ich miejscu pojawiają się nowe. Opieram się o ścianę. Decyduję. Dopadam jednego z kartonów pewna, że znajdę jakieś oszczędności. Nie ma nic. Po chwili orientuję się, że jest to karton z rzeczami ojca. Ciekawość zwycięża. Sięgam po jedno zdjęcie z podpisem "najlepsi przyjaciele". To ja i Carlos. Nigdy wcześniej go nie widziałam. Przejeżdżam palcem po całej jego szerokości. Skąd się tu wziął?
Zauważam list zaadresowany do mnie. Biorę go i delikatnie otwieram. Początek jest...co najmniej szokujący.  Przynajmniej dla mnie.

"Nie wiem co zrobiłem źle, ale pamiętaj, że tęsknie. 
Mam nadzieje, że kiedyś mi wybaczysz. Cokolwiek zrobiłem."

List jest sprzed miesiąca. Nic nie rozumiem, więc sięgam po kolejną kopertę.

"Wiesz, że tęsknie coraz bardziej? Nie odpisałaś na żaden mój list...Dlaczego?"

To tylko urywek. Urywek z kilkunastu listów, które dostałam. Wszystkie od Niego. Wstaję z klęczek. Biorę gitarę i postanawiam. Muszę znaleźć Kendall'a. Muszę zrobić to jak najszybciej. Mam nadzieję, że nie jest za późno.

_________________________________________________________
Pisałyśmy go godzinę. Sabina stwierdziła (uwaga, cytuję): "Jakie to pisanie jest wciągające. Bardziej niż takie samemu. Bo tak to wiesz, co się zdarzy xd." haha :D

Mamy nadzieje, że się podoba. Do następnego ♥

CZYTASZ=KOMENTUJ




4 komentarze:

  1. cudny *_* czy jednak pamiętał ! : D to znaczy, że ojciec je chował ? masakra.. szkoda Ed'a ; c i powtarzam: SUPER BLOG !!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zajebiaaaaaaszzzczyyy a wygląd jest booski *.* Szkoda mi Eda :C Czekam na nn ;3

    OdpowiedzUsuń
  3. Brak. Mi. Słów.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapowiada się całkiem ciekawe opowiadanie, w związku z tym obiecuję wchodzić tutaj częściej. Zainteresowały mnie te listy... o co właściwie chodzi, czyżby ojciec schował wszystkie listy, jakie dostawała od Carlosa? Niech szybko szuka Kendalla, może wszystko się wyjaśni :) Czekam na nowość. Pozdrawiam, Joanna.

    PS. Jeśli miałybyście ochotę wejść, to zostawiam Wam mój adres bloga. http://invisible-btr.blogspot.com/ Byłoby mi miło, gdybyście informowały mnie o nowościach!

    OdpowiedzUsuń

http://www.youtube.com/watch?v=rLm_aSP369M