Kręci
mi się w głowie. Chyba wzięłam za dużo. Ed odpłynął już jakąś godzinę temu. Wszyscy się świetnie
bawią tylko nie ja. Co się zmieniło od ostatniego razu? I co dalej? Nie wiem. Biorę więcej. To się
zmieniło. Biorę częściej.Nie mówiąc o problemach w domu, które namnażają się
jak bakterie. Czy chcę to zmienić? Tak, ale coś w środku mówi mi, że nie warto.
Wstaję i chwiejnym krokiem ruszam do wyjścia. Czy do nich wrócę? Może kiedyś. Czuję, że muszę uciec.
Wstaję i chwiejnym krokiem ruszam do wyjścia. Czy do nich wrócę? Może kiedyś. Czuję, że muszę uciec.
Nie wytrzymam tu z nimi.
Nie
wytrzymam bez Niego.
Wydaję mi się, że podjęłam decyzję. Czy jest dobra? Nie mam pojęcia. Potykam się o stopień. Czuję, że tracę równowagę. Czuję czyjeś ręce. Ktoś nie pozwala mi upaść.
-Wszystko w porządku?-Pyta mnie chłopak. Blondyn o zielonych oczach.
Patrzę na niego. Nie umiem nic wykrztusić. Po chwili udaje mi się stanąć o własnych siłach. Chłopak ma troskę wypisaną na twarzy. I po co? Po co się martwi o jakąś ćpunkę, której nawet nie zna? Nie wytrzymuję jego wzroku, więc ruszam dalej.
-Czekaj.-Chłopak stara się przekrzyczeć muzykę.
Nie odzywam się. Bo po co? Idę dalej przed siebie. Ktoś szarpie mnie lekko za nadgarstek. Podnoszę wzrok.
-Pomogę Ci.-Mówi blondyn.
Wydaję mi się, że podjęłam decyzję. Czy jest dobra? Nie mam pojęcia. Potykam się o stopień. Czuję, że tracę równowagę. Czuję czyjeś ręce. Ktoś nie pozwala mi upaść.
-Wszystko w porządku?-Pyta mnie chłopak. Blondyn o zielonych oczach.
Patrzę na niego. Nie umiem nic wykrztusić. Po chwili udaje mi się stanąć o własnych siłach. Chłopak ma troskę wypisaną na twarzy. I po co? Po co się martwi o jakąś ćpunkę, której nawet nie zna? Nie wytrzymuję jego wzroku, więc ruszam dalej.
-Czekaj.-Chłopak stara się przekrzyczeć muzykę.
Nie odzywam się. Bo po co? Idę dalej przed siebie. Ktoś szarpie mnie lekko za nadgarstek. Podnoszę wzrok.
-Pomogę Ci.-Mówi blondyn.
Wyrywam mu się i idę dalej.Nie zważam na jego słowa. Kolejna
fałszywa osoba na mojej drodze. Nie potrzebuję takich. Pomoże i potem już nigdy
się nie odezwie. On też tak postąpił. Mijam parę, która się obściskuje. Próbuję otworzyć drzwi,
ale nie mam siły. Mam dość. Nagle drzwi ustępują.Wychodzę i kieruje się do domu.Nigdy nie
zdawałam sobie sprawy, że przyjeżdża tu tyle osób.
-Zaczekaj.-To znowu on.
-Czego chcesz?
-Chcę pomóc.
-Po co?- Wyśmiewam go.-Dostaniesz nobla jak pomożesz ćpunce w potrzebie?
Możliwe, że trochę to go zatkało. Nic nie mówił.
-Może zacznijmy od nowa. Jestem...
-Nie obchodzi mnie to,jak się nazywasz.
Ponownie ruszam przed siebie.
-Kendall!-Słyszę, że ktoś woła chłopaka.
"Już wiem
jak się nazywasz" myślę.-Zaczekaj.-To znowu on.
-Czego chcesz?
-Chcę pomóc.
-Po co?- Wyśmiewam go.-Dostaniesz nobla jak pomożesz ćpunce w potrzebie?
Możliwe, że trochę to go zatkało. Nic nie mówił.
-Może zacznijmy od nowa. Jestem...
-Nie obchodzi mnie to,jak się nazywasz.
Ponownie ruszam przed siebie.
-Kendall!-Słyszę, że ktoś woła chłopaka.
Ten głos. To niemożliwe. Odwracam się. To on. Wrócił. Boję się. czy to coś zmieni? Uciekam. Nie mogę się z nim spotkać. Nie teraz. To on powinien zrobić pierwszy krok. To on wyjechał bez pożegnania, nie ja. Poczekam. Może kiedyś przyjdzie? Może kiedyś wytłumaczy mi, dlaczego to zrobił?
-Czekaj.-Słyszę jeszcze za sobą. Przyśpieszam.
Biegnę przez ulicę. Dobrze, że nocą nikt nie jeździ. Skręcam, zwalniam pewna, że chłopak mnie nie ściga. Park.
To właśnie tu spędzam większość czasu. Głównie z Ed'em i resztą naszej paczki. Zdarzają się też noce, że jestem tu sama.
Wtedy wspominam dobre i złe chwile. Zazwyczaj łzy spływają wtedy po moich policzkach. Dlaczego? Ale nie teraz. Teraz myślę o Kendall'u, a raczej o głosie, który go wołał. To możliwe, że wrócił? Jeśli tak, to po co? Na pewno nie po to, by spotkać się ze mną. To boli najbardziej. Kiedyś tak bliscy, teraz obcy sobie ludzie Wstaję. Nie będę się nad sobą użalać.
Muszę wrócić do domu, choć wolałabym zostać tu. Idę powoli. Kocham Bromley nocą. Chociaż tu mogę być sobą.Mijam jakieś kluby. Głośna muzyka sprawia, że głowa boli mnie jeszcze bardziej. Skręcam w uliczkę. Do budynku po lewej przyczepiona jest drabina. Wspinam się. Jestem już na szczycie. Schodzę z niej. Otwieram okno i wchodzę do swojego pokoju. Moje kolorowe niegdyś ściany zastąpił beż i biel. Wszystko umarło. Wraz z nim. Umarła ta lepsza część mnie.
Materac leży przy oknie. To na nim śpię. Nie mam łóżka. W pokoju znajduje się tylko materac, stolik i moja gitara.
Dawno przestałam na niej grać. W sumie, to też przez niego. Sięgam po nią i zaczynam grać. Czuję jakbym robiła to od zawsze.Bo może faktycznie tak było? Wspomnienia wracają. Zaczynam śpiewać.
"Nobody said it was easy
Oh, it's such a shame for us to part
Nobody said it was easy
No one ever said it would be so hard
I'm going back to the start''
Łza spływa po moim policzku, a ja znów myślę o głosie, który wołał blondyna przed klubem Cały czas zadaje sobie jedno pytanie.
Dlaczego odszedł?
____________________________________________________________
Prolog i I rozdział pisałyśmy razem. Następne rozdziały też będą tak pisane. Mamy nadzieje, że się wam spodoba.
CZYTASZ=KOMENTUJ
Dlaczego odszedł?
____________________________________________________________
Prolog i I rozdział pisałyśmy razem. Następne rozdziały też będą tak pisane. Mamy nadzieje, że się wam spodoba.
CZYTASZ=KOMENTUJ
Hmm świetne! Genialnie zapowiada się ten blog ^^ Oby tak dalej :D
OdpowiedzUsuńJak komentaprzy nowym poscie ode mnie nie zobaczycie to przypomnijcie mi http://btrkapoland.blogspot.com/
Juz czekam na 2 rodział!
Świetny rozdział , zapowiada się super blog :D już się nie mogę doczekać nn :D
OdpowiedzUsuńciekawie piszesz. jeden polski pisarz pisze w ten sposób, tylko zapomniałam nazwiska.. X DD jednym słowem piszesz super. chce się czytać : )
OdpowiedzUsuńO mój Boże, świetny. Obie macie talent! Puścić sobie The Sciencist i życ nie umieraać :)
OdpowiedzUsuńNadal nie wiem, kim jest ów tajemniczy facet, który wołał Kendalla, ale wiadomo, że to jeden z BTR.
OdpowiedzUsuńMam ciarki, bo to narracja pierwszoosobowa i się wczuwam (takie tam życiowe), no i ta muzyka... piękne. :D