-Tato..- Zaczynam niepewnie. Dawno nie rozmawialiśmy. Nigdy nie nazwałam go ‘’tatą’’.
On nie reaguje. Nie usłyszał?
-Tato!- Mówię głośniej.
-Czego?- Jest cholernie upity.
-Co to jest?- Pytam i rzucam listy od Carlos’a na stół.
-A na co ci to wygląda?- Ledwo da się go zrozumieć.
-Wiem co to, do cholery!- Nie umiem opanować emocji.- Pytam, czemu ukrywałeś listy, które były do mnie?
-Wyrażaj się do ojca.- Warczy.
-Nie mam ojca.
On przenosi na mnie wzrok
-Coś ty powiedziała?- Nie odzywam się.- No powtórz.
-Nie mam ojca.- Wykrzykuję.- Zadowolony?
On wstaje. W jednej chwili znajduje się koło mnie. Łapie mnie za włosy i mocno szarpie. Łzy pojawiają się w moich oczach. Nie jestem w stanie nic powiedzieć. Próbuję się wyrwać. Nagle uderza mnie w twarz.
-Skoro nie masz ojca, to nie masz też domu. Wypierdalaj.
Cofam się, cały czas na niego patrząc. Chcę odpowiedzieć ‘’z miłą chęcią’’, ale się boję. Wbiegam do mojego pokoju. Zabieram gitarę i zdjęcie, które przesłał mi Carlos. Zatrzymuję się. Listy. Boję się tam wrócić, ale chcę je odzyskać. Słyszę, że ktoś trzaska drzwiami. Wyszedł. Wychodzę z pokoju. Na szczęście listy tam leżą. Biorę je i znów wracam do pokoju. Rozglądam się. Dorywam karton z moimi rzeczami. Co prawda jest ich niewiele. Znajduję naszyjnik, który dostałam od prababci kilka dni przed jej śmiercią. Carlos wtedy ze mną był. Przed oczami staje mi ten dzień. Długo płakałam, a Carlos.. Po prostu tam był. Nie musiał nic mówić. Przytulał mnie i głaskał po głowie. To liczyło się najbardziej. Jego obecność. Muszę go znaleźć. Nie ważne, ile będzie mnie to kosztowało.
* Carlos*
-Jesteś pewien, że to ona?- Pytam po raz setny.
-Tak. Nawet dała mi to do zrozumienia.
-Jak?
-Pytała się o Ciebie, a potem nagle zaczęła mówić, że mam udawać, że nigdy jej nie spotkałem.
Patrzę na niego. To musiała być ona. Z wrażenia siadam na kanapie.
-Czekaj.. Spotkałeś ją wcześniej?
-Tak. Przed tym klubem wczoraj.
-To..To była Melody?
Przymykam oczy. Była tak blisko. A jednak tak daleko. Nikt się nie odzywa. Spoglądam na zegarek w holu hotelu. Powinniśmy wyruszyć, jeśli nie chcemy się spóźnić na samolot.
* W samolocie*
Za kilka minut startujemy. Gdyby to ode mnie zależało, to szukałbym teraz Sabine. Opieram się o okno i zamykam oczy. Czuję, że zasypiam. Słyszę jeszcze, jakby z daleka głos Kendall’a:
-Będzie dobrze.
Zasypiam. Z nową nadzieją w sercu i milionem pytań w głowie.
*Sabine*
Wychodzę z lombardu. Sprzedałam najważniejszą, najcenniejszą dla mnie rzecz. Nie miałam wyjścia. Muszę wydostać się z tego miasta. Nie wiem gdzie mam iść. Gdzie znajdę Kendall’a i Carlos’a? Myślę. Hotel? Ale który? W tym mieście jest ich chyba miliony.. Chwila.. Jak nazywał się ich zespół? Big.. Big Time Rush? Ruszam do biblioteki. Na szczęścia jest niedaleko. Mijam kilka sklepów spożywczych i skręcam. Przed oczami ukazuje mi się spory budynek. Nasza biblioteka. Przechodzę na drugą stronę i przechodzę przez wielkie drewniane drzwi. Od razu kieruję się na dział z komputerami. Zapisuję się w karcie i siadam przy jednym z komputerów. Włączam przeglądarkę i szybko wpisuję ‘’Big Time Rush’’. Nie pierwszym miejscu jest wikipedia, a zaraz po niej ich oficjalna strona. Klikam.
BIG TIME RUSH wraca do NYC!
Tak głosił pierwszy nagłówek.
4 lipca Big Time Rush wystąpi na jednym szkolnym festynie.
‘’Cholera, przecież to jutro.’’ Myślę sobie. A to oznacza, że.. Wyjechali. Opieram się o oparcie krzesła. Muszę go znaleźć. Muszę się z nim spotkać. Nie pozostaje mi nic innego, jak wyjechać do Nowego Jorku.
_________________________________________
Bardzo dziękujemy za komentarze :) One bardzo motywują!
Pisałyśmy ten rozdział ponad godzinę.
Jeśli ktoś chciałby być informowany o rozdziałach, niech śmiało pisze w komentarzu :)