czwartek, 11 lipca 2013

Rozdział VIII

Stoję przed jego grobem. Słońce świeci, ale jest lekki wiatr. Oczy mam zamknięte, ale wyczuwam obecność Carlos'a obok siebie. Modlę się i wiem, że on też to robi. W dłoniach trzymam nasze wspólne zdjęcie. Moje i Ed'a. Ściskam je mocniej, próbując powstrzymać łzy. Carlos obejmuje mnie ramieniem. Nie wytrzymuję i zaczynam płakać. Tak bardzo chcę, by był przy mnie. Chcę zawsze tego pozytywnie nastawionego blondyna. Chcę Ed'a. Mojego Ed'a.
-Nie płacz, Mel...-Słyszę szept Latynosa. Biorę wdech. Staram się uspokoić. Carlos ma rację - nie mogę płakać. To nie przywróci mi Ed'a. Biorę kolejny wdech, spoglądam na nasze zdjęcie i kładę ja na nagrobku.
-Śpij spokojnie-mówię szeptem. Cofam się. Patrzę w górę. Na niebo. "Opiekuj się nim" to ostatnie co myślę przed odejściem. Kierujemy się w stronę wyjścia.
-Chcesz iść do sklepu teraz? Czy może lepiej wybierzemy się później?-Szepcze chłopak i uważnie mi się przygląda. Nagle przypominam sobie o ojcu. O mojej dawnej  paczce...bo...byłam z nimi tylko dla Ed'a, prawda? Nigdy mnie z nimi nic nie łączyło. Chyba, że narkotyki. Powinnam iść...do domu? Do ojca?-Mel...Słyszysz mnie?-Patrzę na niego nieprzytomnym wzrokiem. Nagle mnie oświeca. Profesor F. Ten sam, dzięki któremu poznałam Carlos'a. Ten sam, który wspierał naszą działalność muzyczną. Ten sam...który był dla nas bardziej jak przyjaciel, niż nauczyciel. Nasze oparcie...moje oparcie.
-Fitzpatrick-szepczę. Chłopak patrzy na mnie nic nie rozumiejąc.
-Co z profesorem F?
-Chcę go odwiedzić. Powinniśmy.
-Wiesz gdzie mieszka?
-Nie, ale...powinien być w szkole, nie? Mamy lipiec.
-Faktycznie...Chodźmy-obejmuje mnie ramieniem i skręca na dróżkę prowadzącą na teren naszej starej szkoły. Szkoła jest oddalona od cmentarza jakieś dwadzieścia minut drogi pieszo. Wiele tu nie ma bo same sklepy i to a la second-hand. Jesteśmy pod szkołą. Wielki parking, praktycznie obok wejścia. Budynek wydaje się mały, ale w środku wcale taki nie jest. Ma kolor niebieski co zawsze kojarzyło mi się z dobrocią i w sumie taka ta szkoła jest. Bynajmniej była...dla mnie. Kieruję się w stronę dobrze znanej mi sali muzycznej. Spędzałam tam większą część czasu. Z resztą Carlos też. W końcu podchodzimy do drzwi i chłopak delikatnie puka. Przy biurku, które jest na drugim końcu sali, siedzi pan Fitzpatrick. Zapisuje jakieś nuty. Cały on. Nie zmienił się...no może troszkę się postarzał, ale ciągle jest wysokim, chudym mężczyzną, który chodzi z uśmiechem na twarzy cały dzień. Dosłownie. Brązowe, obecnie siwe loki opadają na jego twarz, ale nie przejmuje się tym. O dziwno nie założył okularów, które leżą teraz obok reszty zapisek.
-Dzień dobry-mówimy na równo.
-Coś się stało?-Pyta nie podnosząc wzroku.
-Przyszliśmy odwiedzić starego znajomego-śmieje się Carlos. Uśmiecham się lekko, a profesor F zerka w naszą stronę.
-Sabine? Carlos? Nie wierzę własnym oczom. Zmieniliście się.-Uśmiecha się do nas szeroko i ściska na powitanie.
-To samo możemy powiedzieć o panu. Zmienił się pan.
-Przesadzasz Sabine Po prostu osiwiałem, nic więcej. No może mam jeszcze więcej zmarszczek, ale nic poza tym. Usiądźcie-mówi i pokazuje nam na krzesła, które jak zawsze są pod oknem. Spełniamy jego prośbę i już po chwili zajmujemy na nich miejsca.
-Dawno się nie widzieliśmy. Opowiadajcie co tam u was.-Profesor F siada na swoim krześle za biurkiem.
-Um...Nie wiem w sumie od czego zacząć. Jestem w zespole.
-Tak, Tak. Wiem. Big Time Rush, prawda?-Carlos przytakuje.
-Ja nie mam dużo do powiedzenia. Nic się nie zmieniło.-Nie mam zamiaru wspominać pewnych wydarzeń, które miały miejsce.
-Poważnie?
-Ostatnio graliśmy w Bromley-brunet zmienia temat za co jestem mu wdzięczna.
-Jak się grało w rodzinnym mieście?
-Świetnie. Szkoda tylko, że nie miałem czasu odwiedzić starych znajomych.
-Przecież teraz tu jesteś.-Już Carlos miał coś powiedzieć, kiedy po prostu wybuchnął śmiechem. Za chwilę i my zaczęliśmy się śmiać. Carlos patrzy na mnie z szerokim uśmiechem. Czuję się jak za starych dobrych czasów, kiedy to codziennie przesiadywaliśmy po lekcjach u profesora F. Odwzajemniam uśmiech i przenoszę wzrok na starszego mężczyznę. Przygląda nam się z uśmiechem.
-Wy jesteście parą?-Mam wrażenie, że bardziej stwierdził, niż zapytał.
-Nie-mówię i spuszczam wzrok.
-Jeszcze nie...-słyszę szept Carlos'a, ale udaję, że nic nie powiedział. Profesor F uważnie patrzy na Latynosa, po czym dziwnie się uśmiecha.
-Jeszcze, powiadasz?-Nasz nauczyciel nigdy nie krył się ze swoimi uwagami. To w nim uwielbiałam, ale teraz poczułam się nieswojo. Mam ochotę wyjść. Wyskoczyć przez okno. Cokolwiek, by nie siedzieć obok nich. Kątem oka widzę jak zaalarmowany Carlos zerka w moją stronę.
-Właśnie to powiedziałem.-Z jednej strony mam ochotę zabić bruneta, ale z drugiej czuję przyjemne ciepło w sercu. Nie odzywam się, bo zwyczajnie nie wiem co powiedzieć.
-Czemu zamilkłaś?-Teraz mam ochotę zabić pana F.
-A jak się panu powodzi?-Pytam.
-Nieładnie tak odpowiadać pytaniem na pytanie.
-Zwyczajnie nie mam co odpowiedzieć.
-To mówi samo za siebie, prawda?-Ponownie się uśmiecha.
-Nie wiem o czym pan mówi-dalej mam spuszczony wzrok.
-Rumienisz się-słyszę szept Latynosa tuż przy moim uchu.
-Wcale nie-zaprzeczam, choć czuję jak moje policzki stają się ciepłe.
-Przecież widzę.-Po brzmieniu jego głosu wyczuwam, że się uśmiecha.
-Musimy o tym gadać?-Nie wytrzymuję i lekko podnoszę głos. Chłopak wzdycha.
-Do tego tematu jeszcze wrócimy, Mel. A jak się panu powodzi?
-Całkiem dobrze, nie narzekam. Co was skusiło do odwiedzenia mnie?
-Pierwszy raz od dłuższego czasu byliśmy razem w mieście to postanowiliśmy wpaść, zobaczyć co tam u pana-Carlos ponownie się uśmiecha.
-Jak widać, nic ciekawego. Jestem trochę zarobiony bo robimy koncert charytatywny dla jednej dziewczyny z naszej szkoły. Jest chora na raka, a jej rodziców nie stać na leki.
-Koncert charytatywny? Można się jeszcze zapisywać?-Uśmiecham się. Wiedziałam, że Carlos nie pominie tego tematu.
-A co chcesz się zapisać ze swoim zespołem?-Nauczyciel zaczyna się śmiać. Pewnie uznał to za żart.
-Jasne. Mamy teraz trochę wolnego czasu. Z chęcią wystąpimy-mówi Carlos, a uśmiech nie schodzi z jego twarzy.
-Poważnie?
-Poważnie.
-Koncert jest za dziesięć dni.
-Zdążymy.
-Resztę prześlę ci mail'em albo się spotkamy, ok?
-Dobrze.
-To daj swój numer i zmykajcie bo mam jeszcze trochę pracy.
-Pomóc panu?-Pytam.
-Nie, dziękuje. Do zobaczenia-mówi i bierze kartkę z numerem Carlos'a.

*w hotelu*
Siedzę na parapecie i obserwuję Bromley. Pierwszy raz z takiej perspektywy. Słońce zachodzi. Przypominam sobie Ed'a. Wyobrażam sobie, że to on idzie spać, że to on jest słońcem. Czuję, jak Carlos kładzie głowie na moim ramieniu, a ręka oplata mnie według talii. Podszedł do mnie tak bezszelestnie, że podskakuję wystraszona.
-Nie bój się. To tylko ja, Mel...-szepcze mi do ucha. Ponownie przenoszę wzrok na Bromley, które staje się coraz ciemniejsze.
-Zaśpiewaj mi coś-mówię ledwie słyszalnie. Potrzebuję go teraz. Potrzebowałam wtedy...
-Coś konkretnego?
-Cokolwiek. Potrzebuję tego. Gubię się, wiesz? Co ja mówię? Zgubiłam siebie te pięć lat temu...-Chłopak delikatnie mnie podnosi i siada na parapecie, po czym sadza mnie bokiem na swoich kolanach i ponownie obejmuje w pasie.
-Chcesz pogadać...-stwierdza.
-Nie-przeczę, choć bardzo chcę wykrzyknąć co leży mi na sercu.
-Wiem, że tak. Mnie nie okłamiesz, Sabine.
-Po prostu...chciałabym wrócić do czasów, kiedy cały czas spędzaliśmy ze sobą. Kiedy mogłam zawsze na ciebie liczyć.
-Teraz też możesz.
-Wiem, ale...Jestem ćpunką, ojciec alkoholik...Ja i ty to dwa różne światy.
-Powiedziałaś, że zgubiłaś siebie..ja pomogę ci ponownie się odnaleźć.
-Nie wierzę, że mi się to uda...za dużo się zmieniło w moim życiu. Za dużo-jestem bliska płaczu.- Wyjechałeś. Zabolało. Ojciec stał się jeszcze gorszy. Bolało nie raz. I nagle nowa szkoła, nowi znajomi i Ed. Pomógł mi. Narkotyki mi pomogły.
-Tak ci się tylko wydaje. Spójrz na mnie-mówi, a ja podnoszę wzrok bo nie mam siły, by z nim walczyć.-Nie było dnia, godziny, minuty bym o tobie nie myślał odkąd wyjechałem. Kocham Cię, słyszysz? Czemu nie chcesz przyjąć mojej miłości, Mel?
-Bo się boje, że cię stracę, rozumiesz?
-Nie stracisz. Nie pozwolę na to po raz kolejny.
-A co jak ci się znudzę albo ty mi?
-Jesteś moją Melody, za którą tęskniłem. Jesteś moją Melody, która mnie dopełnia, która sprawia, że cały dzień chodzę uśmiechnięty.
-Nie odpowiedziałeś...-zauważam.
-Bo odpowiedź jest oczywista. Wpadłem po uszy. Zakochałem się jak wariat i tak też się zachowywałem przez te wszystkie lata, kiedy nie było cię obok mnie.
-A...jeśli to zadziała w drugą stronę.-Ryzykuję i zadaje kolejne pytanie. Wiem, że to niemożliwe. Nie mam zamiaru go stracić. Jestem tylko ciekawa jakie jest jego spojrzenie na tą sytuację.
-A zadziała?-Odpowiada pytaniem na pytanie.
-Spytałam pierwsza-mówię.
-Więc...jeśli...to nie ja będę twoim jedynym, odejdę. Ale będę na tyle blisko, by cię wpierać, bo...zawsze będziemy przyjaciółmi-jest pewny tego co mówi. Widzę w jego oczach, że jest pewny swych uczuć.-Więc teraz ty...zadziała?-
Nie mam wątpliwości, że go kocham. Ed i narkotyki byli czymś w stylu - dzięki temu o tym zapomnę. Ale nie zapomniałam bo...nie można zapomnieć swojej miłości. Nigdy.
-Carlos...chcę...przestać się bać.
-Czy to znaczy to co myślę?-Pyta mnie, a ja czerwienię się i spuszczam głowę.
-Ja...znaczy...
-Melody...-Zaczyna Carlos Wstaje i klęczy, a ja siedzę na parapecie.-Czy zostaniesz moją dziewczyną?
-Wstań-mówię cicho.
-Dopóki nie powiesz tak-mówi i uśmiecha się łobuzersko. Nic nie mówię, wpijam się w jego usta.
-Chyba wiesz co to znaczy.
-Mam dziewczynę-mówi i patrzy mi w oczy. Jest szczęśliwy, ja też. Wstaje i przyciąga mnie za rękę do siebie. Wtulam się w niego. Czuję się tak...bezpiecznie. Pierwszy raz od prawdopodobnie kilku lat. Niesamowite uczucie.
-Kocham Cię, Mel...
-Ja Ciebie też...-mówię niesłyszalnie. W głębi duszy mam nadzieje, że tego nie usłyszy lub nie zwróci uwagi na moje słowa. Tylko czemu tak bardzo się z tym kryję? Na to pytanie nawet ja nie potrafię odpowiedzieć.
-Jest późno. Chodźmy spać, Mel.-Niechętnie się od niego odsuwam i kieruję się w stronę łóżka. On kieruje się za mną. Siadam na dwuosobowym łóżku, dość dużym, chłopak zaś obchodzi je dookoła po drodze ściągając koszulkę i kładzie się po drugiej stronie. Po chwili namysłu ściąga też spodenki i zostaje w samych bokserkach. Odwraca się na bok i patrzy na mnie.
-Będziesz spała tak?-Łobuzersko się uśmiecha.
-A jak?-Odpowiadam pytaniem na pytanie. Wzrusza ramionami.
-Chcesz moją koszulkę?
-Mam swoją-odpowiadam lekko zmieszana. On cały czas się uśmiecha.
-I mam rozumieć, że masz zamiar jutro w niej stąd wyjść?
-I tak innych ciuchów nie mam. Chodzę w tym dzień w dzień. Nie raz w tym spałam.
-Właśnie dlatego pytam czy chcesz moją koszulkę.
-A ty w czym jutro pójdziesz?
-Przecież mam kilka rzeczy na zmianę.-No przecież, że ma.
-Jaka ja głupia...
-Wcale nie...-nachyla się i cmokna mnie w usta, po czym sięgna po koszulkę i mi ją podaje.
-Właśnie, że tak-przejmuję od niego bluzkę i kieruję się w stronę łazienki, gdzie się przebieram, po czym wracam do chłopaka. Wyszczerzył się.
-Tęskniłem za widokiem ciebie w moich koszulkach, wiesz?
-Chyba ostatni raz mnie tak widziałeś przed wczoraj.-Mój chłopak zaczyna się śmiać.
-Wiesz o co mi chodzi, mała.-Wzruszam ramionami i delikatnie się uśmiecham.
-No, chodź, przytul się. Nie krępuj się.
Kładę się i przytulam do chłopaka. Jest to dla mnie coś nowego. Nigdy nie miałam chłopaka. Nigdy mój najlepszy przyjaciel nim nie był, aż do teraz. I to bardzo przyjemne uczucie, gdyby nie ten strach przed utratą przyjaciela, który ciągle siedzi mi gdzieś tam w głowie.
-Dobranoc, skarbie...-Słyszę szept chłopaka. Odpowiadam mu ciche "dobranoc" i zamykam oczy. Przed zaśnięciem słyszę jeszcze słowa Latynosa.
-Nie mam zamiaru zostawić cię nigdy więcej...
_________________________________________________________
Mamy nadzieje, że się podoba. Liczymy na komentarze :)

Chciałabym was zaprosić na nasze osobne blogi.

BLOG SABINY. OPOWIADANIE O BTR - http://classic-love-with-btr.blogspot.com
MÓJ BLOG Z TŁUMACZENIEM OPOWIADANIA O BTR - http://ybwm-tlumaczenie.blogspot.com/
MÓJ BLOG Z OPOWIADANIEM. TU MACIE WYJAŚNIENIE O CZYM JEST - https://twitter.com/ily_katelyn/status/353799511493181441 A TU MACIE LINK - http://birds-story.blogspot.com/

I chciałybyśmy podziękować za ponad 1000 wyświetleń! DZIĘKUJEMY!
Do następnego ♥

3 komentarze:

  1. "-Powiedziałaś, że zgubiłaś siebie..ja pomogę ci ponownie się odnaleźć." CRYING ;-; chcę więcej w trybie natychmiastowym, to uzależnia! *-* informujcie mnie na tt, ok?
    sassydivahway :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Śmierć nigdy nie jest łatwa, już taka jest. Pozostawia po sobie zniszczenie. Ale na szczęście gdy ma się dookoła siebie życzliwych ludzi wszystko można przetrwać. Czekam na cd i pozdrawiam zapraszając http://big-time-rush-ciri.blog.onet.pl Ciri

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się, że Carlos i Sabine są razem. I fajnie, że razem odwiedzili swojego dawnego nauczyciela. To bardzo ładnie ze strony Carlosa, że zaproponował iż BTR zagrają koncert charytatywny dla tej chorej dziewczyny. Czekam na nowość. i Zapraszam również do siebie na szósta część http://invisible-btr.blogspot.com/ ;)
    pozdrawiam, Joanna

    OdpowiedzUsuń

http://www.youtube.com/watch?v=rLm_aSP369M