Blondyn
odchodzi w stronę domu, a ja nie zmieniam swojej pozycji. Nadal patrzę się na
swoje dłonie. Carlos zajmuje miejsce koło mnie. Żadne z nas nic nie mówi. Wokół
nas unosi się nieprzyjemna cisza. Po
jakimś czasie, nie wiem ile minęło, Latynos zaczyna rozmowę.
-Przepraszam..
Nie odpowiadam.
-Nie powinienem tego mówić..
Wstaję i ruszam do domu. Znów mam ochotę coś wziąć. Jak zawsze kiedy sprawy się komplikują.
Chłopak jednym zwinnym ruchem odwraca mnie w swoją stronę.
-Melody.. Przepraszam..
Próbuję się wyrwać, lecz jego ręka bardziej zaciska się wokół mojego pasu.
-Powiedz coś.
-Muszę wziąć-mówię szeptem.
On uważnie mi się przygląda, po czym przecząco kiwa głową.
-Przepraszam..
Nie odpowiadam.
-Nie powinienem tego mówić..
Wstaję i ruszam do domu. Znów mam ochotę coś wziąć. Jak zawsze kiedy sprawy się komplikują.
Chłopak jednym zwinnym ruchem odwraca mnie w swoją stronę.
-Melody.. Przepraszam..
Próbuję się wyrwać, lecz jego ręka bardziej zaciska się wokół mojego pasu.
-Powiedz coś.
-Muszę wziąć-mówię szeptem.
On uważnie mi się przygląda, po czym przecząco kiwa głową.
-Nie
pozwolę na to..
-Co ci tak zależy? Ćpałam te 5 lat jak ciebie nie było i jakoś się nie przejmowałeś. Do dzisiaj nie wiem czemu wyjechałeś bez pożegnania.
-Co ci tak zależy? Ćpałam te 5 lat jak ciebie nie było i jakoś się nie przejmowałeś. Do dzisiaj nie wiem czemu wyjechałeś bez pożegnania.
-Ja...Byłem u
ciebie..tego dnia. Otworzył twój ojciec i...-chłopak spuszcza wzrok. Jak to
był? Uważnie mu
się przyglądam. Nie wiem czego się spodziewać.
-I co?
-Był pijany. Nie poznał mnie, więc się na mnie rzucił. Zacząłem mu wytykać, że nie powinien cie wychowywać i takie tam. Pobił mnie...dosyć mocno. On powiedział...
-Carlos.. Co powiedział?
Chłopak bierze ręce z mojej talii.
-Że zrobi wszystko by nasz kontakt się urwał.
Próbuję zapanować nad emocjami, które szargają mną od środka.
-A ty tak po prostu odszedłeś?
-Wywalił mnie-odzywa się szeptem. Jest bliski płaczu.
-I pozwoliłeś mi przez te wszystkie lata myśleć, że to ty jesteś dupkiem, który nie liczy się w moimi uczuciami?
-A jak miałem się z tobą spotkać? Co chwile nagrywanie, trasy, spotkania z fanami. Zostały mi tylko listy, rozumiesz?
-O których ja nic nie wiedziałam..- Wpatruję się tępo przed siebie. Wszystko wreszcie zaczyna układać mi się w logiczną całość.
Nagle przed oczami staję mi ojciec, który mnie uderzył. To było zaledwie kilka dni temu. W moich oczach wbrew mojej woli pojawiają się łzy.
-Tylko mi tu teraz nie płacz..- Chłopak nerwowo się śmieje, a w jego głosie czuć wahanie.
-Nie...ja...tylko..
-Ty co?- Pyta cicho, ledwo słyszalnie.
-Przypomniałam coś sobie.. Tyle.
-Wiesz, że możesz powiedzieć mi wszystko, prawda?
Waham się. To mój przyjaciel. Tak?
-Pobił mnie. Tego dnia kiedy wyjechaliście z Londynu...
-Czekaj.. Mogłabyś powtórzyć, bo chyba się przesłyszałem.- Jego głos brzmi ostro, jak nigdy.
Nie potrafię nic wydusić. Płaczę. Nie wytrzymuję. Wyraz twarzy chłopaka gwałtownie się zmienia. Teraz widoczna tam jest tylko troska. Przyciąga mnie do siebie i zamyka w uścisku.
-Kocham Cię-mówię mu. Chwila...CO JA POWIEDZIAŁAM?
-Ja Ciebie też, Mel.
"Wychodzę" z jego uścisku. Przecież...My nie możemy być parą.
-Co jest?
-Nie możemy.
-Czego?
-Być razem, rozumiesz?
-Mogę wiedzieć czemu tak myślisz?
-Będziemy ze sobą miesiąc, dwa? A co potem? Koniec przyjaźni? Ja wrócę do swoich, do Londynu, a ty będziesz tu.
-Nie dam Ci teraz odejść.. Nie teraz, gdy wszystko może wrócić do normy.
-Jakiej normy? Jes-tem ćpun-ką. Jakiej części zdania tu nie rozumiesz?
-Pomogę ci, rozumiesz?
-Takim jak ja się nie da pomóc. Ed przedawkował. Czy teraz nie kolej na mnie?
-Ed?
-Przyjaciel.
Widzę jego uśmiech.
-Razem damy radę..
Nie wiem co odpowiedzieć. Spuszczam wzrok na moje buty.
-Ja już przestałam w to wierzyć, wiesz?
Chłopak nic nie powiedział. Po prostu mnie przytula. I to mi wystarcza. Ja sama także nic nie mówię. I nagle przypomina mi się dzień, w którym się poznaliśmy.
Wyszłam ze szkoły. Na moje nieszczęście zaczęło padać. "Super". Postanowiłam, że zaczekam w szkole. Siedziałam na ławce i czekałam. Raczej nie zapowiadało się na poprawę pogody. Westchnęłam zrezygnowana. "No cóż. Z cukru nie jesteś." Wyszłam i po chwili już byłam mokra. Szłam dalej.
-Zaczekaj-usłyszałam czyiś krzyk. Odwróciłam się. "Czy ten chłopak nie chodzi ze mną na hiszpański i matematykę?"
Spojrzałam na niego zdziwiona. Na pewno mnie wołał?
-Widzę, że nie masz parasola, ani nic. Odprowadzę cię-uśmiechnął się do mnie.
-Wow...Dziękuje, ale...Jesteś pewny?
-Jasne. Jestem Carlos.
-I co?
-Był pijany. Nie poznał mnie, więc się na mnie rzucił. Zacząłem mu wytykać, że nie powinien cie wychowywać i takie tam. Pobił mnie...dosyć mocno. On powiedział...
-Carlos.. Co powiedział?
Chłopak bierze ręce z mojej talii.
-Że zrobi wszystko by nasz kontakt się urwał.
Próbuję zapanować nad emocjami, które szargają mną od środka.
-A ty tak po prostu odszedłeś?
-Wywalił mnie-odzywa się szeptem. Jest bliski płaczu.
-I pozwoliłeś mi przez te wszystkie lata myśleć, że to ty jesteś dupkiem, który nie liczy się w moimi uczuciami?
-A jak miałem się z tobą spotkać? Co chwile nagrywanie, trasy, spotkania z fanami. Zostały mi tylko listy, rozumiesz?
-O których ja nic nie wiedziałam..- Wpatruję się tępo przed siebie. Wszystko wreszcie zaczyna układać mi się w logiczną całość.
Nagle przed oczami staję mi ojciec, który mnie uderzył. To było zaledwie kilka dni temu. W moich oczach wbrew mojej woli pojawiają się łzy.
-Tylko mi tu teraz nie płacz..- Chłopak nerwowo się śmieje, a w jego głosie czuć wahanie.
-Nie...ja...tylko..
-Ty co?- Pyta cicho, ledwo słyszalnie.
-Przypomniałam coś sobie.. Tyle.
-Wiesz, że możesz powiedzieć mi wszystko, prawda?
Waham się. To mój przyjaciel. Tak?
-Pobił mnie. Tego dnia kiedy wyjechaliście z Londynu...
-Czekaj.. Mogłabyś powtórzyć, bo chyba się przesłyszałem.- Jego głos brzmi ostro, jak nigdy.
Nie potrafię nic wydusić. Płaczę. Nie wytrzymuję. Wyraz twarzy chłopaka gwałtownie się zmienia. Teraz widoczna tam jest tylko troska. Przyciąga mnie do siebie i zamyka w uścisku.
-Kocham Cię-mówię mu. Chwila...CO JA POWIEDZIAŁAM?
-Ja Ciebie też, Mel.
"Wychodzę" z jego uścisku. Przecież...My nie możemy być parą.
-Co jest?
-Nie możemy.
-Czego?
-Być razem, rozumiesz?
-Mogę wiedzieć czemu tak myślisz?
-Będziemy ze sobą miesiąc, dwa? A co potem? Koniec przyjaźni? Ja wrócę do swoich, do Londynu, a ty będziesz tu.
-Nie dam Ci teraz odejść.. Nie teraz, gdy wszystko może wrócić do normy.
-Jakiej normy? Jes-tem ćpun-ką. Jakiej części zdania tu nie rozumiesz?
-Pomogę ci, rozumiesz?
-Takim jak ja się nie da pomóc. Ed przedawkował. Czy teraz nie kolej na mnie?
-Ed?
-Przyjaciel.
Widzę jego uśmiech.
-Razem damy radę..
Nie wiem co odpowiedzieć. Spuszczam wzrok na moje buty.
-Ja już przestałam w to wierzyć, wiesz?
Chłopak nic nie powiedział. Po prostu mnie przytula. I to mi wystarcza. Ja sama także nic nie mówię. I nagle przypomina mi się dzień, w którym się poznaliśmy.
Wyszłam ze szkoły. Na moje nieszczęście zaczęło padać. "Super". Postanowiłam, że zaczekam w szkole. Siedziałam na ławce i czekałam. Raczej nie zapowiadało się na poprawę pogody. Westchnęłam zrezygnowana. "No cóż. Z cukru nie jesteś." Wyszłam i po chwili już byłam mokra. Szłam dalej.
-Zaczekaj-usłyszałam czyiś krzyk. Odwróciłam się. "Czy ten chłopak nie chodzi ze mną na hiszpański i matematykę?"
Spojrzałam na niego zdziwiona. Na pewno mnie wołał?
-Widzę, że nie masz parasola, ani nic. Odprowadzę cię-uśmiechnął się do mnie.
-Wow...Dziękuje, ale...Jesteś pewny?
-Jasne. Jestem Carlos.
-Sabine- uśmiechnęłam
się.
-Śliczne imię. Chodzimy razem na hiszpański i matematykę, prawda?
-Tak-odpowiedziałam szeptem. "Zapamiętał mnie’’.
-Śliczne imię. Chodzimy razem na hiszpański i matematykę, prawda?
-Tak-odpowiedziałam szeptem. "Zapamiętał mnie’’.
-Czemu
szepczesz?- spytał mnie...szeptem. Zaśmiałam
się.-Masz uroczy
śmiech-powiedział, a ja się zarumieniłam.
-Dziękuję.- Ponownie się zaśmiałam.- Powiedz mi.. Co cię tak podkusiło, żeby do mnie podejść?- Spojrzałam na niego zaciekawiona.
-Nie chciałem, żebyś zmokła.-ponownie ruszył, a ja razem z nim.
-Nie jestem z cukru-odpowiedziałam.
-Ale mogłabyś się przeziębić.
-No to co? Każdy choruje.
-Nie byłoby cię w szkole.
-Do czego zmierzasz?- Zatrzymałam się i oczekiwałam jakieś sensownej odpowiedzi.
-Słyszałem od Fitzpatrick'a, że śpiewasz.
-Profesor F?- Przerywam mu.-Przepraszam...Kontynuuj- Powiedziałam lekko zmieszana.
-Nic się nie stało-uśmiechnął się do mnie-może pójdziemy do jakieś kafejki i wszystko ci wyjaśnię?
-No nie wiem...
-Nie daj się prosić-zatrzymał się i spoglądał mi w oczy.
-Ok-dałam za wygraną.
-O czym myślisz, mała?- Moje rozmyślanie przerywa głos Carlosa.
-O nas...znaczy..- Spuszczam wzrok.
-Tak?- Pyta uśmiechnięty i daje moje włosy za ucho.
-Pamiętasz dzień, kiedy...-Czemu tak ciężko mi o tym mówić-kiedy się poznaliśmy?
On kiwa lekko głową.
-Nie mógłbym zapomnieć.
-Ja też-mówię szeptem.
Carlos niepewnie sadza mnie na swoich kolanach.
-Co cię tak wzięło na wspomnienia?
Nie odpowiadam, bo zwyczajnie nie wiem co. Kładę głowę na jego ramieniu.
-Będziesz moim przyjacielem już zawsze?
-Zawsze-szepcze.
-Obiecujesz?- Również szepczę.
-Obiecuję, Melody.
Nachylam się i całuję go w policzek, po czym ponownie kładę głowę na jego ramieniu. Czuję jak się uśmiecha.
-Pojechałbyś ze mną do Bromley?- Podnosi moją głowę i patrzy na mnie. -Chcę iść nad grób Ed'a.
-Jasne, że z tobą pojadę.
-Kiedy?
-A kiedy chcesz?- Odpowiada pytaniem na pytanie.
-Jak najszybciej to możliwe.
-To jedziemy na zakupy-mówi i oboje wstajemy.
-Po co?
-Kupisz w końcu jakieś ciuchy.
-Dziękuję.- Ponownie się zaśmiałam.- Powiedz mi.. Co cię tak podkusiło, żeby do mnie podejść?- Spojrzałam na niego zaciekawiona.
-Nie chciałem, żebyś zmokła.-ponownie ruszył, a ja razem z nim.
-Nie jestem z cukru-odpowiedziałam.
-Ale mogłabyś się przeziębić.
-No to co? Każdy choruje.
-Nie byłoby cię w szkole.
-Do czego zmierzasz?- Zatrzymałam się i oczekiwałam jakieś sensownej odpowiedzi.
-Słyszałem od Fitzpatrick'a, że śpiewasz.
-Profesor F?- Przerywam mu.-Przepraszam...Kontynuuj- Powiedziałam lekko zmieszana.
-Nic się nie stało-uśmiechnął się do mnie-może pójdziemy do jakieś kafejki i wszystko ci wyjaśnię?
-No nie wiem...
-Nie daj się prosić-zatrzymał się i spoglądał mi w oczy.
-Ok-dałam za wygraną.
-O czym myślisz, mała?- Moje rozmyślanie przerywa głos Carlosa.
-O nas...znaczy..- Spuszczam wzrok.
-Tak?- Pyta uśmiechnięty i daje moje włosy za ucho.
-Pamiętasz dzień, kiedy...-Czemu tak ciężko mi o tym mówić-kiedy się poznaliśmy?
On kiwa lekko głową.
-Nie mógłbym zapomnieć.
-Ja też-mówię szeptem.
Carlos niepewnie sadza mnie na swoich kolanach.
-Co cię tak wzięło na wspomnienia?
Nie odpowiadam, bo zwyczajnie nie wiem co. Kładę głowę na jego ramieniu.
-Będziesz moim przyjacielem już zawsze?
-Zawsze-szepcze.
-Obiecujesz?- Również szepczę.
-Obiecuję, Melody.
Nachylam się i całuję go w policzek, po czym ponownie kładę głowę na jego ramieniu. Czuję jak się uśmiecha.
-Pojechałbyś ze mną do Bromley?- Podnosi moją głowę i patrzy na mnie. -Chcę iść nad grób Ed'a.
-Jasne, że z tobą pojadę.
-Kiedy?
-A kiedy chcesz?- Odpowiada pytaniem na pytanie.
-Jak najszybciej to możliwe.
-To jedziemy na zakupy-mówi i oboje wstajemy.
-Po co?
-Kupisz w końcu jakieś ciuchy.
-Przecież nie mam pieniędzy.
-Przecież to nie problem.
-Chyba ich nie ukradnę?
-Masz mnie. Zapomniałaś?
-Na pewno od ciebie nie pożyczę. Nie mam pracy, nie będę umiała oddać.
-To prezent. Chodź-mówi i kieruje się w stronę salonu. Chcąc nie chcąc idę za nim.
-Carlos, ale ja tak nie chcę.
-Jak?- Odwraca sie w moją stronę.
-Brać od ciebie wiedząc, że nie mam jak się odwdzięczyć.
-Wiem jak możesz się odwdzięczyć.
-Jeśli myślisz o tym o czym ja...
-Buziak-uśmiecha się i nadstawia policzek.
-Już dzisiaj dostałeś-zauważam.
-A drugie?- Pyta i odwraca się z drugim policzkiem.
-No okej-mówię. Zbliżam się do niego.
-Carlos!- Brunet się odwraca przez co całuję go w usta. Chłopak chce się odsunąć, ale nie pozwalam mu, zarzucając ręce na jego szyję. Jest zdziwiony, odsuwa się. Bierze mnie za nadgarstek.
-Kiedy?- Pyta. Patrzę na swój nadgarstek i wyrywam rękę. Spuszczam wzrok. Kiedy ostatni raz się cięłam? Pół roku temu? Tak, chyba tak. Zaczęłam praktycznie po wyjeździe Carlos'a.
-Już z tym skończyłam, ok?
Latynos delikatnie łapie mnie za podbródek.
-Kiedy?- Pyta miękko.
-Pół rok temu...Chyba.
-Chyba?
-Nie wiem. Nie liczyłam. Coś około pół roku.
- Kiedy zaczęłaś?
Mam wrażenie, że zna odpowiedź na to pytanie, tylko chce się upewnić.
-Jakoś...po twoim wyjeździe-mówię ledwo słyszalnie. Carlos zaciska szczękę.
-Tak bardzo cię przepraszam..- Mocno mnie przytula.
-Za co?
-Za to, że się tak szybko poddałem, że nie próbowałem się z tobą pożegnać, że nie próbowałem cię zatrzymać przy sobie.
-Nie przepraszaj..
Widzę, że Kendall wraca na górę. Czuję się źle, że pocałowałam Carlos'a na jego oczach. Odrywam się od Latynosa.
-Kendall. Czekaj-mówię i doganiam go u szczytu schodów. -Przepraszam.
-Za co?- Stara się udawać obojętnego, ale widzę, że nie jest.
-Wiesz...przepraszam. Chyba chciałeś pogadać z Carlos'em...nie przeszkadzam wam-ruszam do swojego pokoju.
*perspektywa Kendall'a*
Dziewczyna rusza do pokoju, a ja schodzę na dół. Carlos siedzi na kanapie i głowę ma schowaną w dłoniach.
-I jak?- Pytam.
-Nie wiem-odpowiada.
-Jesteście razem czy...-nie daje mi to spokoju.
-Chyba...Znaczy...Nie, ale...Pocałowała mnie.
-Widziałem-kiwam głową.
-Sprawdziłbyś samolot do Londynu?
-Wyjeżdża?
-Ja razem z nią, ale wrócimy. Jedziemy na jakieś dwa dni.
-Okej, idę sprawdzić. Jak coś to rezerwować?
-Tak, nawet jak będą na dzisiaj. A ja idę z Mel do sklepu.
-Dobra, jak coś to będę u siebie-mówię i ruszam na górę, gdzie znajduje się mój pokój.
*Carlos*
Patrzę jak Kendall znika na schodach, po czym sam kieruję się w stronę pokoju Mel. Pukam cicho i po chwili słyszę "proszę".
Otwieram drzwi i zaglądam do środka. Dziewczyna leży na łóżku. Podchodzę do niej i kładę się obok.
-Gotowa?
-Przecież to nie problem.
-Chyba ich nie ukradnę?
-Masz mnie. Zapomniałaś?
-Na pewno od ciebie nie pożyczę. Nie mam pracy, nie będę umiała oddać.
-To prezent. Chodź-mówi i kieruje się w stronę salonu. Chcąc nie chcąc idę za nim.
-Carlos, ale ja tak nie chcę.
-Jak?- Odwraca sie w moją stronę.
-Brać od ciebie wiedząc, że nie mam jak się odwdzięczyć.
-Wiem jak możesz się odwdzięczyć.
-Jeśli myślisz o tym o czym ja...
-Buziak-uśmiecha się i nadstawia policzek.
-Już dzisiaj dostałeś-zauważam.
-A drugie?- Pyta i odwraca się z drugim policzkiem.
-No okej-mówię. Zbliżam się do niego.
-Carlos!- Brunet się odwraca przez co całuję go w usta. Chłopak chce się odsunąć, ale nie pozwalam mu, zarzucając ręce na jego szyję. Jest zdziwiony, odsuwa się. Bierze mnie za nadgarstek.
-Kiedy?- Pyta. Patrzę na swój nadgarstek i wyrywam rękę. Spuszczam wzrok. Kiedy ostatni raz się cięłam? Pół roku temu? Tak, chyba tak. Zaczęłam praktycznie po wyjeździe Carlos'a.
-Już z tym skończyłam, ok?
Latynos delikatnie łapie mnie za podbródek.
-Kiedy?- Pyta miękko.
-Pół rok temu...Chyba.
-Chyba?
-Nie wiem. Nie liczyłam. Coś około pół roku.
- Kiedy zaczęłaś?
Mam wrażenie, że zna odpowiedź na to pytanie, tylko chce się upewnić.
-Jakoś...po twoim wyjeździe-mówię ledwo słyszalnie. Carlos zaciska szczękę.
-Tak bardzo cię przepraszam..- Mocno mnie przytula.
-Za co?
-Za to, że się tak szybko poddałem, że nie próbowałem się z tobą pożegnać, że nie próbowałem cię zatrzymać przy sobie.
-Nie przepraszaj..
Widzę, że Kendall wraca na górę. Czuję się źle, że pocałowałam Carlos'a na jego oczach. Odrywam się od Latynosa.
-Kendall. Czekaj-mówię i doganiam go u szczytu schodów. -Przepraszam.
-Za co?- Stara się udawać obojętnego, ale widzę, że nie jest.
-Wiesz...przepraszam. Chyba chciałeś pogadać z Carlos'em...nie przeszkadzam wam-ruszam do swojego pokoju.
*perspektywa Kendall'a*
Dziewczyna rusza do pokoju, a ja schodzę na dół. Carlos siedzi na kanapie i głowę ma schowaną w dłoniach.
-I jak?- Pytam.
-Nie wiem-odpowiada.
-Jesteście razem czy...-nie daje mi to spokoju.
-Chyba...Znaczy...Nie, ale...Pocałowała mnie.
-Widziałem-kiwam głową.
-Sprawdziłbyś samolot do Londynu?
-Wyjeżdża?
-Ja razem z nią, ale wrócimy. Jedziemy na jakieś dwa dni.
-Okej, idę sprawdzić. Jak coś to rezerwować?
-Tak, nawet jak będą na dzisiaj. A ja idę z Mel do sklepu.
-Dobra, jak coś to będę u siebie-mówię i ruszam na górę, gdzie znajduje się mój pokój.
*Carlos*
Patrzę jak Kendall znika na schodach, po czym sam kieruję się w stronę pokoju Mel. Pukam cicho i po chwili słyszę "proszę".
Otwieram drzwi i zaglądam do środka. Dziewczyna leży na łóżku. Podchodzę do niej i kładę się obok.
-Gotowa?
-Zależy o co pytasz?- odpowiada pytaniem. Odwracam się na bok i
spoglądam na jej twarz. Chcę zapamiętać każdą część. Chyba boję
się, że znów ją stracę, ale...Pocałowała mnie. To znaczy...Chyba...
-Czemu...- Boję się, że powiem coś głupiego-mnie pocałowałaś?- dokończyłem szeptem. Zamyka oczy. Wygląda tak jakby nad czymś myślała.
-Powinniśmy się spakować.
-Nie odpowiesz?
-Nie jestem gotowa-mówi i wstaje z łóżka. Siadam i przyglądam jej się. Po chwili jednak zdaję sobie sprawę, że to bez sensu. Niekontrolowanie wzdycham.
-Pójdę się spakować.- Wychodzę i spotykam w drzwiach Kendall'a.
-Samolot za godzinę. Bilety zarezerwowane, masz-Mówi i daje mi wydrukowaną kartkę.
-Nie zdążymy.
-Jedź, rzeczy kupicie na miejscu.
-Mel-odwracam się do dziewczyny.-Mamy samolot, chodź.
Prawie niezauważalnie kiwa głową i wychodzi z pokoju. Łapię ją szybko za rękę i tak oboje schodzimy na dół.
Biorąc pod uwagę odległość od domu na lotnisko, szybko żegnam się z chłopakami. Po chwili siedzimy w aucie blondyna, który nas tam zawozi. Znów wpatruję się w Sabine. Coś mnie kusi i całuję dziewczynę w policzek.
-Będzie dobrze-szepczę do jej ucha. Czuję jak ona drży. Kręci głową na nie.
-Dlaczego mi nie wierzysz?
Mel delikatnie wzrusza ramionami.
-Hej.. mała.. Spójrz na mnie..
Sabine gwałtownie kręci przecząco głową.
-Mel.. Proszę..
Dziewczyna po chwili przenosi na mnie swój wzrok.
-Przejdziemy przez to razem, pamiętaj..
Nie umiem się powstrzymać przed delikatnym muśnięciem jej ust. Odsuwam się od niej, ale głaszczę ją po policzku.
-Ja nie potrafię Carlos. Nie widzieliśmy się pięć lat. Jestem z wami kilka dni. Nie mogę, rozumiesz? Czuję jakbym cię w ogóle nie znała.
-Jestem cały czas taki sam.
-Ale ja nie. Nie jestem tą Melody, z którą grałeś i śpiewałeś.
-Jesteś tą Melody, w której zakochałem się kilka lat temu. Tylko trochę zagubioną.
-Nie widziałeś mnie przez pięć lat. Nie wiesz jaka jestem.
-Ludzie nie zmieniają się od tak. Moja Mel nadal gdzieś tam jest. Jestem pewien, że to ty się ukrywasz.
Spogląda na mnie. Patrzy mi prosto w oczy. Wygląda na złą.
-Gówno prawda, Carlos-odpowiedziała. Ja sam już się nie odezwałem.
*W samolocie*
Po raz kolejny zerkam w stronę Sabine. Śpi, głowę ma opartą o okno. Jej włosy opadają na jej twarz, więc sprawiam, że znajdują się za uchem. Zmieniła się, owszem. Już nie ma tej dziecięcej urody, w której się zakochałem, a ja sam nie jestem już chłopcem. Jesteśmy dorośli, a zachowujemy się jak szczeniaki. Staram się zapamiętać każdy szczegół. Całą jej twarz. Boję się, że wyjazd do Bromley jest przykrywką, by ode mnie uciec. Nie mogę do tego dopuścić. Nie mogę ponownie jej stracić.
_____________________________________________________________________
-Czemu...- Boję się, że powiem coś głupiego-mnie pocałowałaś?- dokończyłem szeptem. Zamyka oczy. Wygląda tak jakby nad czymś myślała.
-Powinniśmy się spakować.
-Nie odpowiesz?
-Nie jestem gotowa-mówi i wstaje z łóżka. Siadam i przyglądam jej się. Po chwili jednak zdaję sobie sprawę, że to bez sensu. Niekontrolowanie wzdycham.
-Pójdę się spakować.- Wychodzę i spotykam w drzwiach Kendall'a.
-Samolot za godzinę. Bilety zarezerwowane, masz-Mówi i daje mi wydrukowaną kartkę.
-Nie zdążymy.
-Jedź, rzeczy kupicie na miejscu.
-Mel-odwracam się do dziewczyny.-Mamy samolot, chodź.
Prawie niezauważalnie kiwa głową i wychodzi z pokoju. Łapię ją szybko za rękę i tak oboje schodzimy na dół.
Biorąc pod uwagę odległość od domu na lotnisko, szybko żegnam się z chłopakami. Po chwili siedzimy w aucie blondyna, który nas tam zawozi. Znów wpatruję się w Sabine. Coś mnie kusi i całuję dziewczynę w policzek.
-Będzie dobrze-szepczę do jej ucha. Czuję jak ona drży. Kręci głową na nie.
-Dlaczego mi nie wierzysz?
Mel delikatnie wzrusza ramionami.
-Hej.. mała.. Spójrz na mnie..
Sabine gwałtownie kręci przecząco głową.
-Mel.. Proszę..
Dziewczyna po chwili przenosi na mnie swój wzrok.
-Przejdziemy przez to razem, pamiętaj..
Nie umiem się powstrzymać przed delikatnym muśnięciem jej ust. Odsuwam się od niej, ale głaszczę ją po policzku.
-Ja nie potrafię Carlos. Nie widzieliśmy się pięć lat. Jestem z wami kilka dni. Nie mogę, rozumiesz? Czuję jakbym cię w ogóle nie znała.
-Jestem cały czas taki sam.
-Ale ja nie. Nie jestem tą Melody, z którą grałeś i śpiewałeś.
-Jesteś tą Melody, w której zakochałem się kilka lat temu. Tylko trochę zagubioną.
-Nie widziałeś mnie przez pięć lat. Nie wiesz jaka jestem.
-Ludzie nie zmieniają się od tak. Moja Mel nadal gdzieś tam jest. Jestem pewien, że to ty się ukrywasz.
Spogląda na mnie. Patrzy mi prosto w oczy. Wygląda na złą.
-Gówno prawda, Carlos-odpowiedziała. Ja sam już się nie odezwałem.
*W samolocie*
Po raz kolejny zerkam w stronę Sabine. Śpi, głowę ma opartą o okno. Jej włosy opadają na jej twarz, więc sprawiam, że znajdują się za uchem. Zmieniła się, owszem. Już nie ma tej dziecięcej urody, w której się zakochałem, a ja sam nie jestem już chłopcem. Jesteśmy dorośli, a zachowujemy się jak szczeniaki. Staram się zapamiętać każdy szczegół. Całą jej twarz. Boję się, że wyjazd do Bromley jest przykrywką, by ode mnie uciec. Nie mogę do tego dopuścić. Nie mogę ponownie jej stracić.
_____________________________________________________________________
No i
napisałyśmy kolejny ;) Prosimy o komentarze, one naprawdę motywują.
Jak Boga kocham, zabiję Was, jak nie pojawi się do końca tygodnia. Bo dłużej nie mogę czekać. NIE MOGĘ, jasne ? :*
OdpowiedzUsuńDawać szybko następny. Oby był tak samo świetny jak ten. Na pewno tak będzie.
OdpowiedzUsuńRozdział jak każdy inny genialny <3 Bardzo mi się podobał ;3 Lecę czytać kolejnego twojego bloga ;)
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że Sabine nie odstawi jakiegoś numeru z uciekaniem od Carlosa. Niech są razem, szczęśliwi! Przecież się kochają no! Czekam na nowy rozdział :)
OdpowiedzUsuńPS. u mnie nowa część http://invisible-btr.blogspot.com ,
buziak, Joanna
"Jesteś tą Melody, w której zakochałem się kilka lat temu. Tylko trochę zagubioną" *-*
OdpowiedzUsuńPiękny rozdział. Akcja lekko zagmatwana, ale czuję, że niedługo wszystko się wyjaśni :D