Rozglądam się. Jesteśmy na lotnisku i czekamy na któregoś z chłopaków. W pewnym momencie słyszę za sobą moje imię. Odwracam się i widzę zmierzającego w naszą stronę uśmiechniętego Kendall'a. Mimowolnie też się uśmiechnęłam. Chłopak wita się z Carlos'em po czym podchodzi do mnie i delikatnie przytula. Odwzajemniam. Czuję dziwne ciepło w sercu.
-Jak było?-Słyszę głos blondyna przy moim uchu. Wtedy lekko się od niego odsuwam.
-W porządku.
-Prowadź do auta-Carlito lekko obejmuje mnie w pasie. Mam wrażenie, że Kendall się domyśla, ale nie pyta o nic. Kieruje się w stronę lotniska. Idziemy w milczeniu. Mi to nie przeszkadza bo milczenie było większością mojego życia, ale widzę, że chłopacy czują się z tym niezręcznie. Postanawiam zacząć jakiś temat.
-Jakie macie plany na następne dni?
-Koncert w Londynie, przecież wiesz-mówi Latynos.
-Jaki koncert?-Kendall zatrzymuje się i patrzy na nas.
-Zupełnie wypadło mi z głowy-mówię.
-Jaki koncert?
-Charytatywny. W naszej starej szkole.
-Kiedy jest?-Blondyn na mnie zerka.
-Za dziewięć dni.-Lekko kiwa głową.
-Jedziemy?-Pytam. Po chwili już siedzimy w aucie i ruszamy. Do naszego bagażu przybyła jedna walizka. Carlos nie chciał przystopować z zakupami. Uparty jak zawsze. Automatycznie na niego spojrzałam. Siedzi z tyłu, obok mnie, pomimo tego, że miejsce z przodu jest wolne. Łapie mnie za rękę.
-Więc...jesteście razem?-Patrzę na Kendall'a, a potem na mojego chłopaka.
-Tak-Carlos się uśmiecha. Mimo wszystko nie potrafię powstrzymać uśmiechu. Carlos mnie przytula.Widzę jak Kendall przenosi wzrok z nas na drogę. Udaje obojętność, ale go to boli. Wiem to. Nie jestem głupia. Mimo tego, nic z tym nie robię. Przytulam się do Carlos'a. Przy nim czuję się bezpieczna. Jak kiedyś. I nagle uświadamiam sobie, że jestem ćpunką. I nagle mam ochotę sobie władować. Nie obchodzi mnie to, że Carlos jest obok. Że najprawdopodobniej Kendall cierpi. Odsuwam się od chłopaka.
-Zatrzymaj się-mówię stanowczo.
-Co?-Pytają równocześnie.
-Zatrzymaj się-powtarzam.
-Co jest?
-Muszę coś załatwić.-Carlos patrzy na mnie ze zmartwionym wzrokiem. Wie o co chodzi.
-Nie pozwolę ci na to.
-Nie potrzebuję twojego pozwolenia, jasne?! Zatrzymaj się do cholery!
-Uspokój się-Carlos próbuje mnie przytulić.
-Zatrzymaj się!-Krzyczę i się odsuwam. Kendall patrzy to na mnie to na Carlos'a, nie wiedząc co zrobić.
-Kendall nie zatrzymuj się, jasne?
-Zatrzymaj kurwa ten samochód-nerwy mi już puściły.
-Melody, spokojnie. Jedziemy do domu.-Chłopak uspokajająco łapie moją dłoń w swoją i gładzie jej wewnętrzną część kciukiem.
-W dupie mam ten twój dom, kumasz? JESTEM ĆPUNKĄ. Mam ci to do cholery przeliterować?-Lekko zabieram swoją dłoń.
-Ten temat już przerabialiśmy, nie wydaje ci się?-Ponownie próbuję przyciągnąć mnie do siebie.
-W dupie to mam.
-Nie pozwolę ci nic wziąć, Mel.
-Już mówiłam, że nie potrzebuje twojego pozwolenia.
-Przecież już było dobrze...Co się stało?-Zaczynam się śmiać. On nie ma pojęcia o narkotykach.
-Dobrze?
-Tak, właśnie to powiedziałem.
-Zatrzymaj się-zwracam się do Kendall'a.
-Nawet nie próbuj-Carlos mówi zaraz po mnie.
-Kendall...
-Sabine, proszę cię...-Latynos przygląda mi się swoimi smutnymi tęczówkami.
-O co mnie prosisz, Carlos? Od początku mówiłam, że jestem narkomanką. Myślałeś, że jak powiem sobie "dość" to po prostu przestanę?
-Wyjdziesz z tego, nie pozwolę ci znowu do tego wrócić..
-Szlak mnie zaraz trafi. Zatrzymaj ten samochód do cholery!-Kendall wpatruje się w drogę. Widać, że się waha.--Kendall to cholery jasnej zatrzymaj ten pierdolony samochód!-Blondyn w końcu zatrzymuje się gdzieś na uboczu. Posyła Carlosowi przepraszające spojrzenie. Wychodzę z samochodu najszybciej jak się da. Carlos ku mojemu zdziwieniu robi to samo.
-Nie łaź za mną.
-Będę.
-Bo?
-Bo Cię kocham.
-Nas nie można kochać. Ranimy tylko ludzi.
-No to patrz-rozkłada ręce.-Kocham cię, rozumiesz? Raz cię zostawiłem, nigdy więcej nie popełnię tego błędu.-Nie wierzę w ani jedno słowo. Idę dalej. Czuję jak chłopak odwraca mnie w swoją stronę i nie pozwalając mi nic powiedziec, wpija w moje usta. Odsuwam się. Latynos mocno obejmuje mnie ramionami.
-Puść mnie.-Nie, Mel. Nie mogę znowu pozwolić ci odejść.
-Wrócę wieczorem, obiecuję.
-Nie rób tego sobie. Nie rób tego mi.
-Muszę, rozumiesz?
-Nic nie musisz.
-Daj mi spokój-wyrywam się i odchodzę. On jednak dotrzymuje mi kroku.-Powiedziałam; daj mi spokój.
-A ja mówiłem, że cię nie zostawię.
-Odpierdol się, dobra?-Nie wytrzymuje. Mam po prostu dość.
-Nie...
-Nie? Nie?!-Wzrusza ramionami i wpatruje się w moje oczy.--Odpieprz się-mówię cicho i przyśpieszam kroku. On nadal idzie za mną.
-Dobra! Wracamy do domu-wracam do samochodu, jednak nie dałam za wygraną. Wymknę się później. Nawet nie zauważą. Chłopak siada koło mnie. Nie odzywam się. Udaje, że nie ma go obok. Łapie mnie za rękę i delikatnie ściska. Zabieram ją. Patrzy na mnie z widocznym smutkiem w oczach. Nie reaguję. Po chwili dojeżdżamy do domu. Bez słowa wysiadam i kieruję się w stronę domu. Kendall i Carlos biorą walizki. Także kierują się do drzwi. Wchodząc do domu nawet nie fatyguję się, by przywitać Logana i Jamesa. od razu kieruję się na górę. Słyszę, że Carlos mówi coś do chłopaków i za chwilę pojawia się obok mnie.
-Co ty robisz?
-Idę z tobą.- Wzrusza ramionami.
-I po co?
-Bo chcę dotrzymać ci towarzystwa?-Wchodzimy do jego pokoju. Kładę się na łóżku. Chciałabym być teraz sama. On kładzie się tuż koło mnie. Wiem, że ma wiele pytań. Nie potrafię na nie odpowiedzieć. Widzę, że nad czymś się zastanawia. Nie pytam. Chcę zostać sama z ciszą. Po chwili wzdycha i mocno mnie przytula nie pozwalając odsunąć. Nie chcę by tu teraz był. Jest moim przyjacielem, chłopakiem.. Ale to silniejsze ode mnie. Po prostu muszę sobie władować. On się nie odzywa. Jestem mu za to wdzięczna.
_____________________________________________________
Po raz kolejny; przepraszamy. Naprawdę nie umiałyśmy się zorganizować. Ja praktycznie mieszkam w szkole i w kościele i to właśnie głównie moja wina. Więc; przepraszam. Jeśli się uda (a mam taką nadzieję) to rozdziały będę częściej.
Do następnego ♥