-Chodźmy do tego-Carlos ciągnie mnie za rękę do sklepu. Patrzę na wystawę sklepową, praktycznie same sukienki. W jednym momencie się zatrzymuje.
-Do tego nie wchodzę.
-Czemu?
-A widziałeś co w nim jest?-Pytam retorycznie.
-Ciuchy?
-Ściślej mówiąc sukienki.
-No i? Kiedyś nosiłaś. Miałaś taką jedną...w kwiatki.
-Miałam. Teraz nie ubiorę.
-A dla mnie?-Patrzy na mnie proszącym wzrokiem. Patrzę na niego jak na idiotę. To cios poniżej pasa.
-Nie, Carlos. Nie założę sukienki.'
-Chodź, proszę. Chociaż przymierz.-Chłopak upiera się przy swoim.
-Nie-mówię stanowczo.
-Mel, proszę.
-Carlos, nie.-Wzdycha. Wygląda na zrezygnowanego. Widzę, że jest smutny.
-No dobra. Ale pierwszy i ostatni raz.-Jego twarz w jednym momencie rozświetla promienny uśmiech. Ciągnie mnie za rękę do sklepu. Nie wierzę, że się zgodziłam. Nie miałam na sobie sukienki odkąd Carlos wyjechał. Dużo rzeczy wtedy porzuciłam. Chyba chciałam od tego uciec. Jeśli on myśli, że do tego powrócę to się myli. Wchodzimy do sklepu, a ja już chcę wyjść. To nie mój świat. Już nie. Latynos dopada wieszaka z sukienkami, ma w sobie zdecydowanie więcej entuzjazmu ode mnie. Po chwili wyciąga dwie sukienki. Pokazuje mi je. Jego gust nie zmienił się przez te lata.
-Przymierzysz obydwie?-Słodko się uśmiecha.
-Przymierzysz obydwie?-Przedrzeźniam go.-Dawaj to-mówię wkurzona i idę do przymierzalni. Słyszę za sobą jego cichy śmiech, a chwilę później doganiające mnie kroki. Wchodzę do kabiny. Sukienki są piękne, ale nie dla mnie. Jak ja mogłam się zgodzić je przymierzyć? To wszystko przez niego. Mimo to zakładam pierwszą z nich z uśmiechem. Zwykła, kremowa sukienka, która sięga do kolan. Przeglądam się w lustrze. Mogło być gorzej. Odsłaniam zasłonkę i pokazuję się chłopakowi. On patrzy na mnie od góry do dołu i delikatnie się uśmiecha.
-Ślicznie wyglądasz.
-Taa...jasne.
-Wierz mi na słowo, mała.
-Nieważne-mówię i wchodzę z powrotem do przymierzalni. Przyglądam się sobie. Sukienka jest naprawdę ładna. Zdejmuję ją i zakładam następną. Wygląda tak jak ta sprzed pięciu lat. Jest granatowa w kwiatki. Jest śliczna. Zasłonka ponownie idzie w ruch. Carlos patrzy na mnie z zaskoczeniem w oczach.
-Jakbym cofnął się o pięć lat.-Patrzę się na siebie i delikatnie się uśmiecham. Czyli nie tylko ja to poczułam.
-Bierzesz ją-słyszę. Niepewnie na niego patrzę.
-Nie będę chodzić w sukience.
-Mel...proszę weź ją. Nie musisz w niej chodzić codziennie, ale miło jakbyś założyła ją na randkę.
-Czy to było zaproszenie?-Śmieję się.
-Może...
-To próbuj dalej-mówię i zamykam się w kabinie.
-I tak ci ją kupię-słyszę jego głos.-Kręcę głową z dezaprobatą. Chciałby. Przebieram się w swoje ciuchy. Biorę sukienki i wychodzę z kabiny. Carlos od razu bierze ode mnie materiał.
-Co ty robisz?
-Mówiłem, że ci ją kupię.
-Nie.
-No to patrz-mówi i idzie do kasy. Podchodzę do niego.
-Carlos, powiedziałam "nie".
-A ja powiedziałem "tak"-przewracam oczami. Czy on nie przyjmuje odmowy? Patrzę jak chłopak kupuje obydwie sukienki i odwraca w moją stronę.
-Musiałeś brać obie?-Pytam.
-Tak. Zdecydowanie-uśmiecha się.
-Zabiję cię-syczę.
-Też cię kocham, Mel-całuje mnie w policzek. Wzdycham.
-Niech ci będzie. Teraz chodźmy do jakiegoś normalnego sklepu.-Znowu ciągnie mnie w stronę jakiegoś sklepu. To dziwne, ale mam już szczerze dość. Dziwnie się czuję z faktem, że za nic nie płacę za te zakupy. Przystaję. On zaskoczony robi to samo.
-Co się stało?
-Ja...nie będę umiała ci oddać. Nie teraz.
-Już o tym rozmawialiśmy. Nie musisz mi nic oddawać.
-Muszę.
-Nie, naprawdę nie.
-Carlos...
-Melody, wiem co mówię, okey?
-Ja też.
-Chodźmy do tego sklepu-pokazuje głową w swoje prawo.-I nie odmawiaj mi. Wiem, co robię.-Wzdycham zrezygnowana i ruszam za nim.
-Chodźmy do tego-Carlos ciągnie mnie za rękę do sklepu. Patrzę na wystawę sklepową, praktycznie same sukienki. W jednym momencie się zatrzymuje.
-Do tego nie wchodzę.
-Czemu?
-A widziałeś co w nim jest?-Pytam retorycznie.
-Ciuchy?
-Ściślej mówiąc sukienki.
-No i? Kiedyś nosiłaś. Miałaś taką jedną...w kwiatki.
-Miałam. Teraz nie ubiorę.
-A dla mnie?-Patrzy na mnie proszącym wzrokiem. Patrzę na niego jak na idiotę. To cios poniżej pasa.
-Nie, Carlos. Nie założę sukienki.'
-Chodź, proszę. Chociaż przymierz.-Chłopak upiera się przy swoim.
-Nie-mówię stanowczo.
-Mel, proszę.
-Carlos, nie.-Wzdycha. Wygląda na zrezygnowanego. Widzę, że jest smutny.
-No dobra. Ale pierwszy i ostatni raz.-Jego twarz w jednym momencie rozświetla promienny uśmiech. Ciągnie mnie za rękę do sklepu. Nie wierzę, że się zgodziłam. Nie miałam na sobie sukienki odkąd Carlos wyjechał. Dużo rzeczy wtedy porzuciłam. Chyba chciałam od tego uciec. Jeśli on myśli, że do tego powrócę to się myli. Wchodzimy do sklepu, a ja już chcę wyjść. To nie mój świat. Już nie. Latynos dopada wieszaka z sukienkami, ma w sobie zdecydowanie więcej entuzjazmu ode mnie. Po chwili wyciąga dwie sukienki. Pokazuje mi je. Jego gust nie zmienił się przez te lata.
-Przymierzysz obydwie?-Słodko się uśmiecha.
-Przymierzysz obydwie?-Przedrzeźniam go.-Dawaj to-mówię wkurzona i idę do przymierzalni. Słyszę za sobą jego cichy śmiech, a chwilę później doganiające mnie kroki. Wchodzę do kabiny. Sukienki są piękne, ale nie dla mnie. Jak ja mogłam się zgodzić je przymierzyć? To wszystko przez niego. Mimo to zakładam pierwszą z nich z uśmiechem. Zwykła, kremowa sukienka, która sięga do kolan. Przeglądam się w lustrze. Mogło być gorzej. Odsłaniam zasłonkę i pokazuję się chłopakowi. On patrzy na mnie od góry do dołu i delikatnie się uśmiecha.
-Ślicznie wyglądasz.
-Taa...jasne.
-Wierz mi na słowo, mała.
-Nieważne-mówię i wchodzę z powrotem do przymierzalni. Przyglądam się sobie. Sukienka jest naprawdę ładna. Zdejmuję ją i zakładam następną. Wygląda tak jak ta sprzed pięciu lat. Jest granatowa w kwiatki. Jest śliczna. Zasłonka ponownie idzie w ruch. Carlos patrzy na mnie z zaskoczeniem w oczach.
-Jakbym cofnął się o pięć lat.-Patrzę się na siebie i delikatnie się uśmiecham. Czyli nie tylko ja to poczułam.
-Bierzesz ją-słyszę. Niepewnie na niego patrzę.
-Nie będę chodzić w sukience.
-Mel...proszę weź ją. Nie musisz w niej chodzić codziennie, ale miło jakbyś założyła ją na randkę.
-Czy to było zaproszenie?-Śmieję się.
-Może...
-To próbuj dalej-mówię i zamykam się w kabinie.
-I tak ci ją kupię-słyszę jego głos.-Kręcę głową z dezaprobatą. Chciałby. Przebieram się w swoje ciuchy. Biorę sukienki i wychodzę z kabiny. Carlos od razu bierze ode mnie materiał.
-Co ty robisz?
-Mówiłem, że ci ją kupię.
-Nie.
-No to patrz-mówi i idzie do kasy. Podchodzę do niego.
-Carlos, powiedziałam "nie".
-A ja powiedziałem "tak"-przewracam oczami. Czy on nie przyjmuje odmowy? Patrzę jak chłopak kupuje obydwie sukienki i odwraca w moją stronę.
-Musiałeś brać obie?-Pytam.
-Tak. Zdecydowanie-uśmiecha się.
-Zabiję cię-syczę.
-Też cię kocham, Mel-całuje mnie w policzek. Wzdycham.
-Niech ci będzie. Teraz chodźmy do jakiegoś normalnego sklepu.-Znowu ciągnie mnie w stronę jakiegoś sklepu. To dziwne, ale mam już szczerze dość. Dziwnie się czuję z faktem, że za nic nie płacę za te zakupy. Przystaję. On zaskoczony robi to samo.
-Co się stało?
-Ja...nie będę umiała ci oddać. Nie teraz.
-Już o tym rozmawialiśmy. Nie musisz mi nic oddawać.
-Muszę.
-Nie, naprawdę nie.
-Carlos...
-Melody, wiem co mówię, okey?
-Ja też.
-Chodźmy do tego sklepu-pokazuje głową w swoje prawo.-I nie odmawiaj mi. Wiem, co robię.-Wzdycham zrezygnowana i ruszam za nim.
-Chodźmy do tego-Carlos ciągnie mnie za rękę do sklepu. Patrzę na wystawę sklepową, praktycznie same sukienki. W jednym momencie się zatrzymuje.
-Do tego nie wchodzę.
-Czemu?
-A widziałeś co w nim jest?-Pytam retorycznie.
-Ciuchy?
-Ściślej mówiąc sukienki.
-No i? Kiedyś nosiłaś. Miałaś taką jedną...w kwiatki.
-Miałam. Teraz nie ubiorę.
-A dla mnie?-Patrzy na mnie proszącym wzrokiem. Patrzę na niego jak na idiotę. To cios poniżej pasa.
-Nie, Carlos. Nie założę sukienki.'
-Chodź, proszę. Chociaż przymierz.-Chłopak upiera się przy swoim.
-Nie-mówię stanowczo.
-Mel, proszę.
-Carlos, nie.-Wzdycha. Wygląda na zrezygnowanego. Widzę, że jest smutny.
-No dobra. Ale pierwszy i ostatni raz.-Jego twarz w jednym momencie rozświetla promienny uśmiech. Ciągnie mnie za rękę do sklepu. Nie wierzę, że się zgodziłam. Nie miałam na sobie sukienki odkąd Carlos wyjechał. Dużo rzeczy wtedy porzuciłam. Chyba chciałam od tego uciec. Jeśli on myśli, że do tego powrócę to się myli. Wchodzimy do sklepu, a ja już chcę wyjść. To nie mój świat. Już nie. Latynos dopada wieszaka z sukienkami, ma w sobie zdecydowanie więcej entuzjazmu ode mnie. Po chwili wyciąga dwie sukienki. Pokazuje mi je. Jego gust nie zmienił się przez te lata.
-Przymierzysz obydwie?-Słodko się uśmiecha.
-Przymierzysz obydwie?-Przedrzeźniam go.-Dawaj to-mówię wkurzona i idę do przymierzalni. Słyszę za sobą jego cichy śmiech, a chwilę później doganiające mnie kroki. Wchodzę do kabiny. Sukienki są piękne, ale nie dla mnie. Jak ja mogłam się zgodzić je przymierzyć? To wszystko przez niego. Mimo to zakładam pierwszą z nich z uśmiechem. Zwykła, kremowa sukienka, która sięga do kolan. Przeglądam się w lustrze. Mogło być gorzej. Odsłaniam zasłonkę i pokazuję się chłopakowi. On patrzy na mnie od góry do dołu i delikatnie się uśmiecha.
-Ślicznie wyglądasz.
-Taa...jasne.
-Wierz mi na słowo, mała.
-Nieważne-mówię i wchodzę z powrotem do przymierzalni. Przyglądam się sobie. Sukienka jest naprawdę ładna. Zdejmuję ją i zakładam następną. Wygląda tak jak ta sprzed pięciu lat. Jest granatowa w kwiatki. Jest śliczna. Zasłonka ponownie idzie w ruch. Carlos patrzy na mnie z zaskoczeniem w oczach.
-Jakbym cofnął się o pięć lat.-Patrzę się na siebie i delikatnie się uśmiecham. Czyli nie tylko ja to poczułam.
-Bierzesz ją-słyszę. Niepewnie na niego patrzę.
-Nie będę chodzić w sukience.
-Mel...proszę weź ją. Nie musisz w niej chodzić codziennie, ale miło jakbyś założyła ją na randkę.
-Czy to było zaproszenie?-Śmieję się.
-Może...
-To próbuj dalej-mówię i zamykam się w kabinie.
-I tak ci ją kupię-słyszę jego głos.-Kręcę głową z dezaprobatą. Chciałby. Przebieram się w swoje ciuchy. Biorę sukienki i wychodzę z kabiny. Carlos od razu bierze ode mnie materiał.
-Co ty robisz?
-Mówiłem, że ci ją kupię.
-Nie.
-No to patrz-mówi i idzie do kasy. Podchodzę do niego.
-Carlos, powiedziałam "nie".
-A ja powiedziałem "tak"-przewracam oczami. Czy on nie przyjmuje odmowy? Patrzę jak chłopak kupuje obydwie sukienki i odwraca w moją stronę.
-Musiałeś brać obie?-Pytam.
-Tak. Zdecydowanie-uśmiecha się.
-Zabiję cię-syczę.
-Też cię kocham, Mel-całuje mnie w policzek. Wzdycham.
-Niech ci będzie. Teraz chodźmy do jakiegoś normalnego sklepu.-Znowu ciągnie mnie w stronę jakiegoś sklepu. To dziwne, ale mam już szczerze dość. Dziwnie się czuję z faktem, że za nic nie płacę za te zakupy. Przystaję. On zaskoczony robi to samo.
-Co się stało?
-Ja...nie będę umiała ci oddać. Nie teraz.
-Już o tym rozmawialiśmy. Nie musisz mi nic oddawać.
-Muszę.
-Nie, naprawdę nie.
-Carlos...
-Melody, wiem co mówię, okey?
-Ja też.
-Chodźmy do tego sklepu-pokazuje głową w swoje prawo.-I nie odmawiaj mi. Wiem, co robię.-Wzdycham zrezygnowana i ruszam za nim.
_________________________________________________________
Przepraszamy, że tak długo musieliście czekać, ale.. no cóż...dużo się działo przez lipiec i sierpień. A teraz jeszcze doszła szkoła. Będziemy dodawać jak tylko będziemy mieć czas. Jeszcze raz przepraszamy.
Dziękujemy także za odwiedziny i komentarze. Mamy nadzieję, że was nie zawiodłyśmy. Do następnego ♥